W ze­szłą śro­dę mia­łem przy­jem­no­ść uczest­ni­czyć w pa­ne­lu dys­ku­syj­nym „Wiem co mó­wię: Własny biz­nes” or­ga­ni­zo­wa­nym przez NZS Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu w ra­ma­ch pro­jek­tu Studencki Nobel (wię­cej o tym znaj­dzie­sz w po­przed­nim tek­ście). Bardzo lu­bię wszel­kie­go ro­dza­ju wy­da­rze­nia krze­wią­ce przed­się­bior­czo­ść w mło­dy­ch oso­ba­ch i cie­szę się, że tym ra­zem mia­łem oka­zję w nim uczest­ni­czyć w roli pre­le­gen­ta. A po­nie­waż moje wy­stą­pie­nie rów­nież świet­nie wpi­su­je się w te­ma­ty­kę Wyższego Biegu, dziś pu­bli­ku­ję jego nie­co skró­co­ną wer­sję.

Przedsiębiorca uczy się na błędach, ale tylko wtedy kiedy wie, że je popełnia

Dziś nie opo­wiem o suk­ce­sa­ch, pla­na­ch czy ro­sną­cy­ch słup­ka­ch sprze­da­ży, ale opo­wiem o czymś co rów­nież jest nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­ne z pro­wa­dze­niem wła­snej fir­my, a o czym już nie tak chęt­nie się opo­wia­da. Nieraz w ży­ciu pew­nie sły­sze­li­ście po­wie­dze­nie, że czło­wiek uczy się na błę­da­ch, praw­da? Problem w tym, że na na­ukę miej­sce jest do­pie­ro wte­dy, gdy wie­my, kie­dy po­peł­ni­li­śmy błąd. A to nie za­wsze jest oczy­wi­ste.

Dlatego dzi­siaj chciał­bym się z wami po­dzie­lić 9 nie­oczy­wi­sty­mi dla więk­szo­ści lu­dzi błę­da­mi, ja­kie po­peł­nia­ją po­cząt­ku­ją­cy, a na­wet do­świad­cze­ni przed­się­bior­cy.

Zakładanie firmy, by w niej pracować

początkujących przedsiębiorców

Pierwszy z nich to błąd, któ­ry po­peł­nia chy­ba naj­wię­cej osób, w szcze­gól­no­ści spe­cja­li­stów. Weźmy za przy­kład Krzyśka, któ­re­go mia­łem oka­zję po­znać w ze­szłym ty­go­dniu.

Krzysiek od lat pa­sjo­no­wał sto­lar­stwem. Początkowo zaj­mo­wał się tym hob­by­stycz­nie, w do­mo­wym za­ci­szu. W pew­nym mo­men­cie stwier­dził, że bę­dzie z tego czer­pał zy­ski i za­ło­ży fir­mę. Poszedł do urzę­du, zło­żył for­mu­la­rz re­je­stra­cyj­ny, zna­la­zł księ­go­wą, któ­rej mógł zle­cić pro­wa­dze­nie ra­chun­ko­wo­ści, wy­na­jął warsz­tat i za­czął szu­kać klien­tów. Początki były trud­ne, ale cie­szył się z moż­li­wo­ści wy­ko­ny­wa­nia każ­de­go zle­ce­nia. Po pew­nym cza­sie Krzysiek po­czuł, że sam nie daje rady wy­ko­ny­wać ca­łej pra­cy, więc za­trud­nił po­moc­ni­ka, póź­niej ko­lej­ne­go i ko­lej­ne­go. Zanim się spo­strze­gł całą pra­cę zwią­za­ną ze sto­lar­stwem wy­ko­ny­wa­li jego pra­cow­ni­cy, a on spę­dzał dnie w urzę­da­ch, u klien­tów czy u do­staw­ców.

Krzysiek obec­nie, kie­dy jego fir­ma już cał­kiem nie­źle pro­spe­ru­je, pro­wa­dzi week­en­do­we warsz­ta­ty ze sto­lar­stwa dla dzie­ci. Nie po to by jesz­cze wię­cej za­ra­biać, bo robi to za dar­mo, ale po to by móc od­dać się swo­jej pa­sji, na któ­rą nie ma już cza­su. Weekendy sta­ły się je­dy­nym okre­sem, kie­dy wy­ko­nu­je pra­cę, któ­ra czy­ni go szczę­śli­wym. Krzysiek nie lubi być przed­się­bior­cą i my­śli o za­mknię­ciu fir­my.

To tyl­ko przy­kład oso­by, któ­rą po­zna­łem nie­daw­no. Równie do­brze mógł­bym to samo opo­wie­dzieć o ja­kiejś Ani lu­bią­cej piec ciast­ka, Jacku lu­bią­cym go­to­wać, czy Magdzie pa­sjo­nu­ją­cej się gra­fi­ką kom­pu­te­ro­wą. Wiele firm jest otwie­ra­ny­ch przez spe­cja­li­stów, któ­rzy tak na­praw­dę chcie­li­by pra­co­wać dla tej fir­my, pod­czas gdy za­da­niem przed­się­bior­cy jest pra­ca nad roz­wo­jem fir­my.

Dlatego za­nim po­dej­mie się de­cy­zję o utwo­rze­niu wła­sne­go przed­się­bior­stwa war­to za­sta­no­wić się czy woli się nią za­rzą­dzać czy w niej pra­co­wać. Jeśli to pierw­sze to su­per, je­śli to dru­gie, to my­ślę, że war­to ro­zej­rzeć się za przed­się­bior­czą oso­bą, z któ­rą mo­gli­by­śmy taką fir­mę otwo­rzyć.

Szukanie idealnie oryginalnego i innowacyjnego pomysłu

początkujących przedsiębiorców

Ludzie na­mięt­nie po­szu­ku­ją po­my­słu na biz­nes, naj­le­piej ta­kie­go na dru­gie­go Facebooka. Takiego żeby ma­jąc dwa­dzie­ścia parę lat stwo­rzyć coś o czym usły­szy cały świat i co we­pchnie do ści­słej czo­łów­ki naj­bar­dziej bo­ga­ty­ch lu­dzi na świe­cie. Nie zro­zum­cie mnie źle, nie ma nic złe­go w tym, że lu­dzie chcą być in­no­wa­cyj­ni, bo gdy­by nie to, to sta­li­by­śmy w miej­scu. Jednak nie­ko­niecz­nie do­brym roz­wią­za­niem jest trzy­ma­nie w szu­fla­dzie do­bry­ch po­my­słów, któ­re od­nio­sły­by ryn­ko­wy suk­ces, mimo, że nie są spe­cjal­nie ory­gi­nal­ne i in­no­wa­cyj­ne.

Równie do­brze moż­na roz­krę­cić wła­sną fir­mę i z cza­sem, kie­dy po­zna się le­piej re­alia ryn­ko­we, a tak­że po­trze­by klien­tów, za­cząć wpa­dać na ge­nial­ne po­my­sły, na któ­re do­dat­ko­wo bę­dzie się mia­ło wła­sny ka­pi­tał. Weźmy so­bie za przy­kład zna­ne­go pol­skie­go przed­się­bior­cę Rafała Brzoskę.

Jego fir­ma Integer za­czę­ła od bar­dzo pro­za­icz­nej rze­czy jaką jest kol­por­taż ulo­tek i two­rze­nie stron in­ter­ne­to­wy­ch. Z cza­sem, stał się ogól­no­kra­jo­wym li­de­rem w do­star­cza­niu ma­te­ria­łów re­kla­mo­wy­ch do skrzy­nek pocz­to­wy­ch. Wtedy też za­czął wpro­wa­dzać w ży­cie swo­je in­no­wa­cyj­ne po­my­sły. Powstał InPost, któ­ry wy­ko­rzy­stu­jąc do­tych­cza­so­wy­ch kol­por­te­rów za­czął do­star­czać rów­nież li­sty. Ponieważ Poczta Polska nie po­zwa­la­ła ode­brać so­bie mo­no­po­lu na li­sty do 50 gra­mów, InPost do ko­pert do­kle­jał me­ta­lo­we blasz­ki. Później wsze­dł w ży­cie jesz­cze bar­dziej ory­gi­nal­ny po­my­sł Brzoski, do­brze zna­ne nam Paczkomaty.

Osobiście uwa­żam, że lep­sze jest ob­ję­cie ta­kiej ścież­ki roz­wo­ju fir­my, niż cze­ka­nie aż wpad­nie się na ten ide­al­ny, ory­gi­nal­ny po­my­sł. Tym bar­dziej, że z in­no­wa­cyj­ny­mi i ory­gi­nal­ny­mi po­my­sła­mi jest tak, że naj­czę­ściej po wpro­wa­dze­niu ich na ry­nek znaj­du­je się ktoś, kto zro­bi to samo tyl­ko le­piej. I tak na­praw­dę naj­więk­sze fir­my na świe­cie nie po­wsta­ły na ba­zie ory­gi­nal­ny­ch po­my­słów, a na pod­sta­wie ulep­szo­ny­ch po­my­słów in­ny­ch firm.

Ocenianie szans rynkowych na podstawie swojego bliskiego otoczenia

początkujących przedsiębiorców

Ocenianie praw­do­po­do­bień­stwa zda­rzeń na pod­sta­wie tego jak ła­two je­ste­śmy w sta­nie wy­mie­nić przy­kła­dy ta­kie­go zda­rze­nia jest błę­dem po­znaw­czym, a kon­kret­nie mamy tu do czy­nie­nia z  heu­ry­sty­ką do­stęp­no­ści. Praktycznie każ­de­mu zda­rza się po­peł­niać ten błąd – ktoś kto nie­daw­no zo­stał okra­dzio­ny, bę­dzie uwa­żał, że ry­zy­ko kra­dzie­ży jest w przy­szło­ści więk­sze (fak­tycz­nie nie ule­ga zmia­nie), a pra­wie każ­dy z nas bar­dziej oba­wia się śmier­ci w wy­ni­ku wy­pad­ku sa­mo­cho­do­we­go niż w wy­ni­ku cho­ro­by, bo o wy­pad­ka­ch czę­ściej się sły­szy w me­dia­ch (ale śmierć w wy­ni­ku wy­pad­ku jest dużo mniej praw­do­po­dob­na niż w wy­ni­ku cho­ro­by).

Również przed­się­bior­com nie uda­je się wy­strzec prze­ce­nia­nia praw­do­po­do­bień­stwa zda­rzeń, któ­re ła­twiej im przy­wo­łać w świa­do­mo­ści. I tak bar­dzo czę­sto źle sza­cu­ją ryn­ko­we szan­se swo­ich usług lub pro­duk­tów. To, że zna się oso­bi­ście oso­by, któ­re mo­gły­by zo­stać klien­ta­mi fir­my nie zna­czy, że jej pro­duk­ty mają po­ten­cjał ryn­ko­wy. To tyl­ko Maciek, Tomek i Ania, któ­rzy być może po pro­stu cię lu­bią, albo na­le­żą do bar­dzo spe­cy­ficz­nej, ale nie­licz­nej gru­py do­ce­lo­wej. Tego tak na­praw­dę nie wia­do­mo, do­pó­ki nie zro­bi się po­rząd­ny­ch ba­dań ryn­ku, nie okre­śli ja­sno gru­py do­ce­lo­wej. To czy w gru­pie na­szy­ch zna­jo­my­ch znaj­dzie się 5, 10, 40 czy 100 po­ten­cjal­ny­ch klien­tów tak na­praw­dę nie ma więk­sze­go zna­cze­nia dla ryn­ku.

Otwieranie firmy bez przemyślanego modelu biznesowego

początkujących przedsiębiorców

Jest to chy­ba naj­bar­dziej przy­wa­ra star­tu­pów. Robienie star­tu­pów jest ostat­ni­mi laty bar­dzo mod­ne i sam co do za­sa­dy nic do nich nie mam. Niemniej jed­nak uwa­żam, że każ­dy kto roz­po­czy­na biz­nes przyj­mu­jąc po­dej­ście „kie­dyś doj­dę do tego jak osią­gać zy­ski” jest nie­po­waż­ny.

Każda fir­ma pod­le­ga za­sa­dom eko­no­mii i musi li­czyć się z kosz­ta­mi, a tak­że z tym jak je po­kryć. Startupy rów­nież, i choć wie­le z nich jest otwie­ra­ny­ch z pla­nem osią­ga­nia do­cho­dów po dłuż­szym okre­sie, to czę­sto zda­rza­ją się ta­kie two­ry, któ­re dzia­ła­ją so­bie hob­by­stycz­nie za pie­nią­dze in­we­sto­rów z na­dzie­ją, że coś wy­my­ślą za­nim skoń­czy się kie­szon­ko­we, a w naj­gor­szym wy­pad­ku sprze­da­dzą swój biz­nes ko­muś, kto bę­dzie wie­dział jak go spie­nię­żyć.

W biz­ne­sie nie da się na­gi­nać liczb. Albo osią­ga się zy­ski, albo się za­dłu­ża. Albo się roz­wi­ja, albo za­my­ka in­te­res. Fajnie roz­krę­ca się fir­mę za czy­jeś pie­nią­dze, ale to uza­leż­nia. Im krót­szy bę­dzie czas, w któ­rym biz­nes jest uza­leż­nio­ny od ka­pi­ta­łu ob­ce­go, tym dla fir­my le­piej. Dlatego też o wie­le waż­niej­sze od re­we­la­cyj­ne­go po­my­słu jest to by mieć do­brze prze­my­śla­ny mo­del biz­ne­so­wy i to jak bę­dzie czer­pać się zy­ski. W prze­ciw­nym wy­pad­ku to tak jak­by pró­bo­wać po­le­cieć w ko­smos za­po­mi­na­jąc o tym, że ist­nie­je gra­wi­ta­cja.

Nieprzywiązywanie wagi do planowania

początkujących przedsiębiorców

Dla stu­den­tów, któ­rym na wie­lu przed­mio­ta­ch mó­wio­no, że pla­no­wa­nie jest ele­men­tar­ną czę­ścią za­rzą­dza­nia może wy­da­wać się ab­sur­dal­ne, że po­sta­no­wi­łem umie­ścić ten błąd w mo­jej pre­zen­ta­cji. Cóż, ba­da­nia po­ka­zu­ją, że wie­le firm, szcze­gól­nie tych ma­ły­ch trak­tu­je pla­no­wa­nie jako coś co nie jest do koń­ca ko­niecz­ne, więc moż­na coś tam so­bie pla­no­wać, ale to tyl­ko tak mniej wię­cej, nie ma sen­su tego w ogó­le spi­sy­wać, bo i tak się wszyst­ko zdą­ży zmie­nić.

Kto nie pla­nu­je ten stoi w miej­scu, a ten kto swo­ich pla­nów nie prze­le­wa na pa­pier błą­dzi po omac­ku. Przekonałem się o tym kie­dy wy­pu­ści­łem swo­ją księ­gar­nię, za­czą­łem sprze­da­wać i przez kil­ka mie­się­cy wła­ści­wie nie wie­dzia­łem jak chcę roz­wi­jać swo­ją fir­mę, poza tym, że zwięk­szać sprze­daż. Osiadłem tro­chę na lau­ra­ch. Dopiero jak spi­sa­łem so­bie jak ma wy­glą­dać moja fir­ma za 5 lat do­sta­łem praw­dzi­wy za­strzyk mo­ty­wa­cji do dzia­ła­nia i za­czą­łem mą­drzej dzia­łać.

Spisywanie wszyst­ki­ch pla­nów, stra­te­gii czy wi­zji wie­lu ko­ja­rzy się z kor­po­ra­cyj­ną biu­ro­kra­cją, czy­li z czymś cze­go na­le­ża­ło­by w ma­łej fir­mie uni­kać. Jest to też nie­wdzięcz­ne za­da­nie pod tym ką­tem, że efek­ty tej pra­cy wi­docz­ne są dużo póź­niej, a mło­dy przed­się­bior­ca, któ­ry chce zmie­niać świat chce aby efek­ty tego co robi były wi­docz­ne tu i te­raz.

Niechęć do wywierania wpływu na innych

początkujących przedsiębiorców

Nie oszu­kuj­my się, więk­szo­ść z nas nie po­tra­fi wy­wie­rać wpły­wu. Nie po­tra­fią rów­nież po­cząt­ku­ją­cy przed­się­bior­cy, co kosz­tu­je ich spo­ro cza­su, ener­gii, pie­nię­dzy i ner­wów. A może nie tyle co nie po­tra­fią, co nie chcą. Bo kie­dy jest się ma­łym trze­ba być grzecz­nym i przyj­mo­wać to co inni nam dają. Nie wy­pa­da wal­czyć o swo­je.

Sam na­le­żę do osób bar­dziej pew­ny­ch sie­bie, ale kie­dy za­czy­na­łem swo­ją przy­go­dę z biz­ne­sem by­łem mo­men­ta­mi zdez­o­rien­to­wa­ny wie­lo­ma spra­wa­mi i czu­łem się bar­dzo mały roz­ma­wia­jąc z po­ten­cjal­ny­mi kon­tra­hen­ta­mi. Nie my­śla­łem o tym by jak­kol­wiek ne­go­cjo­wać, bo ba­łem się, że nie znam wy­star­cza­ją­co re­aliów ryn­ku i ktoś o wie­le bar­dziej do­świad­czo­ny ode mnie po­wie, że żyję w uto­pij­nym świe­cie i mnie wy­śmie­je.

Cóż, tak na­praw­dę nie ma się cze­go bać, bo je­dy­ne co moż­na osią­gnąć po­dej­mu­jąc pró­bę się­gnię­cia po swo­je, to lep­sza ofer­ta. Nie ma się nic do stra­ce­nia, a je­dy­ny koszt jaki trze­ba po­nie­ść to odro­bi­na dys­kom­for­tu. Nikt cię nie wy­śmie­je za to, że chce­sz po­sta­wić na swo­im.

Wpływ trze­ba też umieć wy­wie­rać w in­ny­ch aspek­ta­ch pro­wa­dze­nia dzia­łal­no­ści – czy to na klien­tów czy to na pra­cow­ni­ków. Przyjęcie po­sta­wy „je­stem nie­do­świad­czo­ny, nie chcę wyj­ść na bu­fo­na” bar­dzo szko­dzi roz­wo­jo­wi fir­my.

Zatrudnianie rodziny i znajomych

początkujących przedsiębiorców

Kiedy przy­cho­dzi ten mo­ment w fir­mie, gdy trze­ba swo­ją pra­cę prze­ka­zać in­nym oso­bom, naj­czę­ściej się­ga się po zna­jo­my­ch. Pół bie­dy, gdy zna­jo­my ma zo­stać wspól­ni­kiem, choć tu też trze­ba bar­dzo uwa­żać, ale kie­dy to kum­pel lub ktoś z ro­dzi­ny ma zo­stać pra­cow­ni­kiem za­czy­na­ją się pro­ble­my. Wielu przed­się­bior­ców nie wi­dzi w tym nic złe­go, bo jed­nak zna­jo­my­ch zna się le­piej, wia­do­mo, że są god­ni za­ufa­nia, a i sam pro­ces jest dużo ła­twiej­szy niż w przy­pad­ku peł­nej re­kru­ta­cji.

Jak to czę­sta bywa i w tym przy­pad­ku cho­dze­nie po li­nii naj­mniej­sze­go opo­ru od­bi­ja się czkaw­ką. Po pierw­sze dla­te­go, że ze zna­jo­my­mi łą­czy nas pew­na więź emo­cjo­nal­na, któ­ra może spo­wo­do­wać, że przy­mknie­my oko na pew­ne bra­ki w kom­pe­ten­cja­ch czy zgo­dzi­my się na ko­rzyst­niej­sze wa­run­ki za­trud­nie­nia niż mia­ło­by to miej­sce w przy­pad­ku pra­cow­ni­ka cał­ko­wi­cie nam nie­zna­ne­go.

Po dru­gie, ze zna­jo­mym nie da się zbu­do­wać zdro­wej re­la­cji sze­fa z pra­cow­ni­kiem. Jeśli przez ostat­nie kil­ka lat spo­ty­ka­łem się z kimś na pi­wie i ge­ne­ral­nie ży­łem w rów­nej re­la­cji, to cięż­ko bę­dzie mu uznać swo­ją służ­bo­wą pod­le­gło­ść i au­to­ry­tet sze­fa. Na pew­no nie w ma­łej fir­mie.

Niedelegowanie zadań

początkujących przedsiębiorców

Kiedy jest się mło­dym przed­się­bior­cą chce się zaj­mo­wać wszyst­kim, nie chce się wy­da­wać pie­nię­dzy na coś co moż­na zro­bić sa­me­mu, a i stra­ch przed wy­ja­wie­niem istot­ny­ch in­for­ma­cji ob­cym robi swo­je. I tak robi się sa­me­mu stro­nę in­ter­ne­to­wą, pro­wa­dzi księ­go­wo­ść, od­pi­su­je na ma­ile, od­bie­ra te­le­fo­ny, przy­go­to­wu­je umo­wy, sprzą­ta biu­ro i na­pra­wia kran.

W efek­cie nad­mier­na nie­uf­no­ść i skąp­stwo po­grą­ża­ją fir­mę po­dwój­nie – nie dość, że tymi wszyst­kim rze­cza­mi zaj­mu­je się oso­ba, któ­ra nie jest naj­lep­szym spe­cja­li­stą w tych dzie­dzi­na­ch, to jesz­cze przed­się­bior­ca za­mia­st pra­co­wać na roz­wój fir­my, pra­cu­je po pro­stu w fir­mie. Nie wspo­mnę już o tym, że zaj­mo­wa­nie się tak wie­lo­ma róż­ny­mi rze­cza­mi w ra­ma­ch swo­jej pra­cy skut­ku­je szyb­kim wy­pa­le­niem.

Racjonalizowanie niepotrzebnych wydatków

początkujących przedsiębiorców

To rów­nież je­den z po­pu­lar­ny­ch błę­dów po­znaw­czy­ch. Zapewne to zna­cie z ży­cia. „Och, po co ku­po­wa­łem tę ko­szu­lę? Mam już 4 bia­łe. Ale prze­cież nie mam żad­nej na spin­ki, no i ta jest dużo le­piej uszy­ta od po­przed­ni­ch”. Generalnie dzie­je się tak w przy­pad­ka­ch, gdy czu­je­my, że pod­ję­li­śmy błęd­ną de­cy­zję i aby nie czuć ne­ga­tyw­ny­ch emo­cji szu­ka­my na siłę ar­gu­men­tów, któ­ry­mi mo­gli­by­śmy się po­de­przeć.

Przedsiębiorcy nie są inni w tym wzglę­dzie. Zauważyliście ile firm otwie­ra swo­je biu­ra w cen­trum mia­sta? Ile pie­nię­dzy prze­zna­cza­ją na wy­strój? Ile na sprzęt naj­wyż­szej kla­sy? To pod­no­si pre­stiż i łech­ta ego, ale za­zwy­czaj jest nie­po­trzeb­ne.

Sam mam za­re­je­stro­wa­ną fir­mę w cen­trum Wrocławia, ale nie znaj­dzie­cie tam mo­je­go biu­ra, tyl­ko pó­łecz­kę na ko­re­spon­den­cję. Najczęściej pra­cu­ję w swo­im miesz­ka­niu lub sa­mo­cho­dzie. Bo po co mi biu­ro, kie­dy nie od­wie­dza­ją mnie klien­ci? A na­wet gdy­by mie­li­by mnie od­wie­dzać, to z pew­no­ścią do­ce­ni­li by bar­dziej lo­ka­li­za­cję biu­ra na obrze­ża­ch mia­sta, gdzie nie trze­ba stać go­dzi­ny w kor­ka­ch, a miej­sc par­kin­go­wy­ch jest dużo i co waż­ne nie trze­ba za nie pła­cić.

Czy moja pra­ca jest przez to gor­sza, że nie pra­cu­ję w pięk­nie ume­blo­wa­nym po­miesz­cze­niu na naj­now­szym MacBooku? Nie. Może bar­dziej się mę­czę na kom­pu­te­rze, któ­ry nie za­wsze dzia­ła tak jak bym tego ocze­ki­wał, ale nie jest to na tym eta­pie tak waż­ne, by wy­da­wać na tym eta­pie nie­po­trzeb­nie pie­nią­dze.

Niestety wie­le no­wy­ch firm za­czy­na tak, że naj­pierw ob­ku­pu­je się w mi­liard rze­czy, któ­re mają umi­lać i uspraw­niać pra­cę, wy­da­je kupę pie­nię­dzy, a do­pie­ro po­tem we­ry­fi­ku­je co tak na­praw­dę jest nie­zbęd­ne, a bez cze­go moż­na by było so­bie po­ra­dzić. Szastanie pie­niędz­mi od pierw­szy­ch dni dzia­ła­nia fir­my za­zwy­czaj koń­czy się pro­ble­ma­mi fi­nan­so­wy­mi, dla­te­go też za­wsze war­to szu­kać tań­szy­ch roz­wią­zań.


Jeśli chce­sz do­wie­dzieć się wię­cej na te­mat błę­dów po­peł­nia­ny­ch przez po­cząt­ku­ją­cy­ch przed­się­bior­ców zaj­rzyj ko­niecz­nie do tych ksią­żek:

Pułapki myśleniaMit przedsiębiorczościRework

Przeczytaj także: