początkujących przedsiębiorców

W zeszłą śro­dę mia­łem przy­jem­ność uczest­ni­czyć w pane­lu dys­ku­syj­nym “Wiem co mówię: Własny biz­nes” orga­ni­zo­wa­nym przez NZS Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu w ramach pro­jek­tu Studencki Nobel (wię­cej o tym znaj­dziesz w poprzed­nim tek­ście). Bardzo lubię wszel­kie­go rodza­ju wyda­rze­nia krze­wią­ce przed­się­bior­czość w mło­dych oso­bach i cie­szę się, że tym razem mia­łem oka­zję w nim uczest­ni­czyć w roli pre­le­gen­ta. A ponie­waż moje wystą­pie­nie rów­nież świet­nie wpi­su­je się w tema­ty­kę Wyższego Biegu, dziś publi­ku­ję jego nie­co skró­co­ną wer­sję.

Przedsiębiorca uczy się na błę­dach, ale tyl­ko wte­dy kie­dy wie, że je popeł­nia

Dziś nie opo­wiem o suk­ce­sach, pla­nach czy rosną­cych słup­kach sprze­da­ży, ale opo­wiem o czymś co rów­nież jest nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­ne z pro­wa­dze­niem wła­snej fir­my, a o czym już nie tak chęt­nie się opo­wia­da. Nieraz w życiu pew­nie sły­sze­li­ście powie­dze­nie, że czło­wiek uczy się na błę­dach, praw­da? Problem w tym, że na naukę miej­sce jest dopie­ro wte­dy, gdy wie­my, kie­dy popeł­ni­li­śmy błąd. A to nie zawsze jest oczy­wi­ste.

Dlatego dzi­siaj chciał­bym się z wami podzie­lić 9 nie­oczy­wi­sty­mi dla więk­szo­ści ludzi błę­da­mi, jakie popeł­nia­ją począt­ku­ją­cy, a nawet doświad­cze­ni przed­się­bior­cy.

Zakładanie fir­my, by w niej pra­co­wać

początkujących przedsiębiorców

Pierwszy z nich to błąd, któ­ry popeł­nia chy­ba naj­wię­cej osób, w szcze­gól­no­ści spe­cja­li­stów. Weźmy za przy­kład Krzyśka, któ­re­go mia­łem oka­zję poznać w zeszłym tygo­dniu.

Krzysiek od lat pasjo­no­wał sto­lar­stwem. Początkowo zaj­mo­wał się tym hob­by­stycz­nie, w domo­wym zaci­szu. W pew­nym momen­cie stwier­dził, że będzie z tego czer­pał zyski i zało­ży fir­mę. Poszedł do urzę­du, zło­żył for­mu­larz reje­stra­cyj­ny, zna­lazł księ­go­wą, któ­rej mógł zle­cić pro­wa­dze­nie rachun­ko­wo­ści, wyna­jął warsz­tat i zaczął szu­kać klien­tów. Początki były trud­ne, ale cie­szył się z moż­li­wo­ści wyko­ny­wa­nia każ­de­go zle­ce­nia. Po pew­nym cza­sie Krzysiek poczuł, że sam nie daje rady wyko­ny­wać całej pra­cy, więc zatrud­nił pomoc­ni­ka, póź­niej kolej­ne­go i kolej­ne­go. Zanim się spo­strzegł całą pra­cę zwią­za­ną ze sto­lar­stwem wyko­ny­wa­li jego pra­cow­ni­cy, a on spę­dzał dnie w urzę­dach, u klien­tów czy u dostaw­ców.

Krzysiek obec­nie, kie­dy jego fir­ma już cał­kiem nie­źle pro­spe­ru­je, pro­wa­dzi week­en­do­we warsz­ta­ty ze sto­lar­stwa dla dzie­ci. Nie po to by jesz­cze wię­cej zara­biać, bo robi to za dar­mo, ale po to by móc oddać się swo­jej pasji, na któ­rą nie ma już cza­su. Weekendy sta­ły się jedy­nym okre­sem, kie­dy wyko­nu­je pra­cę, któ­ra czy­ni go szczę­śli­wym. Krzysiek nie lubi być przed­się­bior­cą i myśli o zamknię­ciu fir­my.

To tyl­ko przy­kład oso­by, któ­rą pozna­łem nie­daw­no. Równie dobrze mógł­bym to samo opo­wie­dzieć o jakiejś Ani lubią­cej piec ciast­ka, Jacku lubią­cym goto­wać, czy Magdzie pasjo­nu­ją­cej się gra­fi­ką kom­pu­te­ro­wą. Wiele firm jest otwie­ra­nych przez spe­cja­li­stów, któ­rzy tak napraw­dę chcie­li­by pra­co­wać dla tej fir­my, pod­czas gdy zada­niem przed­się­bior­cy jest pra­ca nad roz­wo­jem fir­my.

Dlatego zanim podej­mie się decy­zję o utwo­rze­niu wła­sne­go przed­się­bior­stwa war­to zasta­no­wić się czy woli się nią zarzą­dzać czy w niej pra­co­wać. Jeśli to pierw­sze to super, jeśli to dru­gie, to myślę, że war­to rozej­rzeć się za przed­się­bior­czą oso­bą, z któ­rą mogli­by­śmy taką fir­mę otwo­rzyć.

Szukanie ide­al­nie ory­gi­nal­ne­go i inno­wa­cyj­ne­go pomy­słu

początkujących przedsiębiorców

Ludzie namięt­nie poszu­ku­ją pomy­słu na biz­nes, naj­le­piej takie­go na dru­gie­go Facebooka. Takiego żeby mając dwa­dzie­ścia parę lat stwo­rzyć coś o czym usły­szy cały świat i co wepchnie do ści­słej czo­łów­ki naj­bar­dziej boga­tych ludzi na świe­cie. Nie zro­zum­cie mnie źle, nie ma nic złe­go w tym, że ludzie chcą być inno­wa­cyj­ni, bo gdy­by nie to, to sta­li­by­śmy w miej­scu. Jednak nie­ko­niecz­nie dobrym roz­wią­za­niem jest trzy­ma­nie w szu­fla­dzie dobrych pomy­słów, któ­re odnio­sły­by ryn­ko­wy suk­ces, mimo, że nie są spe­cjal­nie ory­gi­nal­ne i inno­wa­cyj­ne.

Równie dobrze moż­na roz­krę­cić wła­sną fir­mę i z cza­sem, kie­dy pozna się lepiej realia ryn­ko­we, a tak­że potrze­by klien­tów, zacząć wpa­dać na genial­ne pomy­sły, na któ­re dodat­ko­wo będzie się mia­ło wła­sny kapi­tał. Weźmy sobie za przy­kład zna­ne­go pol­skie­go przed­się­bior­cę Rafała Brzoskę.

Jego fir­ma Integer zaczę­ła od bar­dzo pro­za­icz­nej rze­czy jaką jest kol­por­taż ulo­tek i two­rze­nie stron inter­ne­to­wych. Z cza­sem, stał się ogól­no­kra­jo­wym lide­rem w dostar­cza­niu mate­ria­łów rekla­mo­wych do skrzy­nek pocz­to­wych. Wtedy też zaczął wpro­wa­dzać w życie swo­je inno­wa­cyj­ne pomy­sły. Powstał InPost, któ­ry wyko­rzy­stu­jąc dotych­cza­so­wych kol­por­te­rów zaczął dostar­czać rów­nież listy. Ponieważ Poczta Polska nie pozwa­la­ła ode­brać sobie mono­po­lu na listy do 50 gra­mów, InPost do kopert dokle­jał meta­lo­we blasz­ki. Później wszedł w życie jesz­cze bar­dziej ory­gi­nal­ny pomysł Brzoski, dobrze zna­ne nam Paczkomaty.

Osobiście uwa­żam, że lep­sze jest obję­cie takiej ścież­ki roz­wo­ju fir­my, niż cze­ka­nie aż wpad­nie się na ten ide­al­ny, ory­gi­nal­ny pomysł. Tym bar­dziej, że z inno­wa­cyj­ny­mi i ory­gi­nal­ny­mi pomy­sła­mi jest tak, że naj­czę­ściej po wpro­wa­dze­niu ich na rynek znaj­du­je się ktoś, kto zro­bi to samo tyl­ko lepiej. I tak napraw­dę naj­więk­sze fir­my na świe­cie nie powsta­ły na bazie ory­gi­nal­nych pomy­słów, a na pod­sta­wie ulep­szo­nych pomy­słów innych firm.

Ocenianie szans ryn­ko­wych na pod­sta­wie swo­je­go bli­skie­go oto­cze­nia

początkujących przedsiębiorców

Ocenianie praw­do­po­do­bień­stwa zda­rzeń na pod­sta­wie tego jak łatwo jeste­śmy w sta­nie wymie­nić przy­kła­dy takie­go zda­rze­nia jest błę­dem poznaw­czym, a kon­kret­nie mamy tu do czy­nie­nia z  heu­ry­sty­ką dostęp­no­ści. Praktycznie każ­de­mu zda­rza się popeł­niać ten błąd — ktoś kto nie­daw­no został okra­dzio­ny, będzie uwa­żał, że ryzy­ko kra­dzie­ży jest w przy­szło­ści więk­sze (fak­tycz­nie nie ule­ga zmia­nie), a pra­wie każ­dy z nas bar­dziej oba­wia się śmier­ci w wyni­ku wypad­ku samo­cho­do­we­go niż w wyni­ku cho­ro­by, bo o wypad­kach czę­ściej się sły­szy w mediach (ale śmierć w wyni­ku wypad­ku jest dużo mniej praw­do­po­dob­na niż w wyni­ku cho­ro­by).

Również przed­się­bior­com nie uda­je się wystrzec prze­ce­nia­nia praw­do­po­do­bień­stwa zda­rzeń, któ­re łatwiej im przy­wo­łać w świa­do­mo­ści. I tak bar­dzo czę­sto źle sza­cu­ją ryn­ko­we szan­se swo­ich usług lub pro­duk­tów. To, że zna się oso­bi­ście oso­by, któ­re mogły­by zostać klien­ta­mi fir­my nie zna­czy, że jej pro­duk­ty mają poten­cjał ryn­ko­wy. To tyl­ko Maciek, Tomek i Ania, któ­rzy być może po pro­stu cię lubią, albo nale­żą do bar­dzo spe­cy­ficz­nej, ale nie­licz­nej gru­py doce­lo­wej. Tego tak napraw­dę nie wia­do­mo, dopó­ki nie zro­bi się porząd­nych badań ryn­ku, nie okre­śli jasno gru­py doce­lo­wej. To czy w gru­pie naszych zna­jo­mych znaj­dzie się 5, 10, 40 czy 100 poten­cjal­nych klien­tów tak napraw­dę nie ma więk­sze­go zna­cze­nia dla ryn­ku.

Otwieranie fir­my bez prze­my­śla­ne­go mode­lu biz­ne­so­we­go

początkujących przedsiębiorców

Jest to chy­ba naj­bar­dziej przy­wa­ra star­tu­pów. Robienie star­tu­pów jest ostat­ni­mi laty bar­dzo mod­ne i sam co do zasa­dy nic do nich nie mam. Niemniej jed­nak uwa­żam, że każ­dy kto roz­po­czy­na biz­nes przyj­mu­jąc podej­ście „kie­dyś doj­dę do tego jak osią­gać zyski” jest nie­po­waż­ny.

Każda fir­ma pod­le­ga zasa­dom eko­no­mii i musi liczyć się z kosz­ta­mi, a tak­że z tym jak je pokryć. Startupy rów­nież, i choć wie­le z nich jest otwie­ra­nych z pla­nem osią­ga­nia docho­dów po dłuż­szym okre­sie, to czę­sto zda­rza­ją się takie two­ry, któ­re dzia­ła­ją sobie hob­by­stycz­nie za pie­nią­dze inwe­sto­rów z nadzie­ją, że coś wymy­ślą zanim skoń­czy się kie­szon­ko­we, a w naj­gor­szym wypad­ku sprze­da­dzą swój biz­nes komuś, kto będzie wie­dział jak go spie­nię­żyć.

W biz­ne­sie nie da się nagi­nać liczb. Albo osią­ga się zyski, albo się zadłu­ża. Albo się roz­wi­ja, albo zamy­ka inte­res. Fajnie roz­krę­ca się fir­mę za czy­jeś pie­nią­dze, ale to uza­leż­nia. Im krót­szy będzie czas, w któ­rym biz­nes jest uza­leż­nio­ny od kapi­ta­łu obce­go, tym dla fir­my lepiej. Dlatego też o wie­le waż­niej­sze od rewe­la­cyj­ne­go pomy­słu jest to by mieć dobrze prze­my­śla­ny model biz­ne­so­wy i to jak będzie czer­pać się zyski. W prze­ciw­nym wypad­ku to tak jak­by pró­bo­wać pole­cieć w kosmos zapo­mi­na­jąc o tym, że ist­nie­je gra­wi­ta­cja.

Nieprzywiązywanie wagi do pla­no­wa­nia

początkujących przedsiębiorców

Dla stu­den­tów, któ­rym na wie­lu przed­mio­tach mówio­no, że pla­no­wa­nie jest ele­men­tar­ną czę­ścią zarzą­dza­nia może wyda­wać się absur­dal­ne, że posta­no­wi­łem umie­ścić ten błąd w mojej pre­zen­ta­cji. Cóż, bada­nia poka­zu­ją, że wie­le firm, szcze­gól­nie tych małych trak­tu­je pla­no­wa­nie jako coś co nie jest do koń­ca koniecz­ne, więc moż­na coś tam sobie pla­no­wać, ale to tyl­ko tak mniej wię­cej, nie ma sen­su tego w ogó­le spi­sy­wać, bo i tak się wszyst­ko zdą­ży zmie­nić.

Kto nie pla­nu­je ten stoi w miej­scu, a ten kto swo­ich pla­nów nie prze­le­wa na papier błą­dzi po omac­ku. Przekonałem się o tym kie­dy wypu­ści­łem swo­ją księ­gar­nię, zaczą­łem sprze­da­wać i przez kil­ka mie­się­cy wła­ści­wie nie wie­dzia­łem jak chcę roz­wi­jać swo­ją fir­mę, poza tym, że zwięk­szać sprze­daż. Osiadłem tro­chę na lau­rach. Dopiero jak spi­sa­łem sobie jak ma wyglą­dać moja fir­ma za 5 lat dosta­łem praw­dzi­wy zastrzyk moty­wa­cji do dzia­ła­nia i zaczą­łem mądrzej dzia­łać.

Spisywanie wszyst­kich pla­nów, stra­te­gii czy wizji wie­lu koja­rzy się z kor­po­ra­cyj­ną biu­ro­kra­cją, czy­li z czymś cze­go nale­ża­ło­by w małej fir­mie uni­kać. Jest to też nie­wdzięcz­ne zada­nie pod tym kątem, że efek­ty tej pra­cy widocz­ne są dużo póź­niej, a mło­dy przed­się­bior­ca, któ­ry chce zmie­niać świat chce aby efek­ty tego co robi były widocz­ne tu i teraz.

Niechęć do wywie­ra­nia wpły­wu na innych

początkujących przedsiębiorców

Nie oszu­kuj­my się, więk­szość z nas nie potra­fi wywie­rać wpły­wu. Nie potra­fią rów­nież począt­ku­ją­cy przed­się­bior­cy, co kosz­tu­je ich spo­ro cza­su, ener­gii, pie­nię­dzy i ner­wów. A może nie tyle co nie potra­fią, co nie chcą. Bo kie­dy jest się małym trze­ba być grzecz­nym i przyj­mo­wać to co inni nam dają. Nie wypa­da wal­czyć o swo­je.

Sam nale­żę do osób bar­dziej pew­nych sie­bie, ale kie­dy zaczy­na­łem swo­ją przy­go­dę z biz­ne­sem byłem momen­ta­mi zdez­o­rien­to­wa­ny wie­lo­ma spra­wa­mi i czu­łem się bar­dzo mały roz­ma­wia­jąc z poten­cjal­ny­mi kon­tra­hen­ta­mi. Nie myśla­łem o tym by jak­kol­wiek nego­cjo­wać, bo bałem się, że nie znam wystar­cza­ją­co realiów ryn­ku i ktoś o wie­le bar­dziej doświad­czo­ny ode mnie powie, że żyję w uto­pij­nym świe­cie i mnie wyśmie­je.

Cóż, tak napraw­dę nie ma się cze­go bać, bo jedy­ne co moż­na osią­gnąć podej­mu­jąc pró­bę się­gnię­cia po swo­je, to lep­sza ofer­ta. Nie ma się nic do stra­ce­nia, a jedy­ny koszt jaki trze­ba ponieść to odro­bi­na dys­kom­for­tu. Nikt cię nie wyśmie­je za to, że chcesz posta­wić na swo­im.

Wpływ trze­ba też umieć wywie­rać w innych aspek­tach pro­wa­dze­nia dzia­łal­no­ści – czy to na klien­tów czy to na pra­cow­ni­ków. Przyjęcie posta­wy „jestem nie­do­świad­czo­ny, nie chcę wyjść na bufo­na” bar­dzo szko­dzi roz­wo­jo­wi fir­my.

Zatrudnianie rodzi­ny i zna­jo­mych

początkujących przedsiębiorców

Kiedy przy­cho­dzi ten moment w fir­mie, gdy trze­ba swo­ją pra­cę prze­ka­zać innym oso­bom, naj­czę­ściej się­ga się po zna­jo­mych. Pół bie­dy, gdy zna­jo­my ma zostać wspól­ni­kiem, choć tu też trze­ba bar­dzo uwa­żać, ale kie­dy to kum­pel lub ktoś z rodzi­ny ma zostać pra­cow­ni­kiem zaczy­na­ją się pro­ble­my. Wielu przed­się­bior­ców nie widzi w tym nic złe­go, bo jed­nak zna­jo­mych zna się lepiej, wia­do­mo, że są god­ni zaufa­nia, a i sam pro­ces jest dużo łatwiej­szy niż w przy­pad­ku peł­nej rekru­ta­cji.

Jak to czę­sta bywa i w tym przy­pad­ku cho­dze­nie po linii naj­mniej­sze­go opo­ru odbi­ja się czkaw­ką. Po pierw­sze dla­te­go, że ze zna­jo­my­mi łączy nas pew­na więź emo­cjo­nal­na, któ­ra może spo­wo­do­wać, że przy­mknie­my oko na pew­ne bra­ki w kom­pe­ten­cjach czy zgo­dzi­my się na korzyst­niej­sze warun­ki zatrud­nie­nia niż mia­ło­by to miej­sce w przy­pad­ku pra­cow­ni­ka cał­ko­wi­cie nam nie­zna­ne­go.

Po dru­gie, ze zna­jo­mym nie da się zbu­do­wać zdro­wej rela­cji sze­fa z pra­cow­ni­kiem. Jeśli przez ostat­nie kil­ka lat spo­ty­ka­łem się z kimś na piwie i gene­ral­nie żyłem w rów­nej rela­cji, to cięż­ko będzie mu uznać swo­ją służ­bo­wą pod­le­głość i auto­ry­tet sze­fa. Na pew­no nie w małej fir­mie.

Niedelegowanie zadań

początkujących przedsiębiorców

Kiedy jest się mło­dym przed­się­bior­cą chce się zaj­mo­wać wszyst­kim, nie chce się wyda­wać pie­nię­dzy na coś co moż­na zro­bić same­mu, a i strach przed wyja­wie­niem istot­nych infor­ma­cji obcym robi swo­je. I tak robi się same­mu stro­nę inter­ne­to­wą, pro­wa­dzi księ­go­wość, odpi­su­je na maile, odbie­ra tele­fo­ny, przy­go­to­wu­je umo­wy, sprzą­ta biu­ro i napra­wia kran.

W efek­cie nad­mier­na nie­uf­ność i skąp­stwo pogrą­ża­ją fir­mę podwój­nie – nie dość, że tymi wszyst­kim rze­cza­mi zaj­mu­je się oso­ba, któ­ra nie jest naj­lep­szym spe­cja­li­stą w tych dzie­dzi­nach, to jesz­cze przed­się­bior­ca zamiast pra­co­wać na roz­wój fir­my, pra­cu­je po pro­stu w fir­mie. Nie wspo­mnę już o tym, że zaj­mo­wa­nie się tak wie­lo­ma róż­ny­mi rze­cza­mi w ramach swo­jej pra­cy skut­ku­je szyb­kim wypa­le­niem.

Racjonalizowanie nie­po­trzeb­nych wydat­ków

początkujących przedsiębiorców

To rów­nież jeden z popu­lar­nych błę­dów poznaw­czych. Zapewne to zna­cie z życia. „Och, po co kupo­wa­łem tę koszu­lę? Mam już 4 bia­łe. Ale prze­cież nie mam żad­nej na spin­ki, no i ta jest dużo lepiej uszy­ta od poprzed­nich”. Generalnie dzie­je się tak w przy­pad­kach, gdy czu­je­my, że pod­ję­li­śmy błęd­ną decy­zję i aby nie czuć nega­tyw­nych emo­cji szu­ka­my na siłę argu­men­tów, któ­ry­mi mogli­by­śmy się pode­przeć.

Przedsiębiorcy nie są inni w tym wzglę­dzie. Zauważyliście ile firm otwie­ra swo­je biu­ra w cen­trum mia­sta? Ile pie­nię­dzy prze­zna­cza­ją na wystrój? Ile na sprzęt naj­wyż­szej kla­sy? To pod­no­si pre­stiż i łech­ta ego, ale zazwy­czaj jest nie­po­trzeb­ne.

Sam mam zare­je­stro­wa­ną fir­mę w cen­trum Wrocławia, ale nie znaj­dzie­cie tam moje­go biu­ra, tyl­ko półecz­kę na kore­spon­den­cję. Najczęściej pra­cu­ję w swo­im miesz­ka­niu lub samo­cho­dzie. Bo po co mi biu­ro, kie­dy nie odwie­dza­ją mnie klien­ci? A nawet gdy­by mie­li­by mnie odwie­dzać, to z pew­no­ścią doce­ni­li by bar­dziej loka­li­za­cję biu­ra na obrze­żach mia­sta, gdzie nie trze­ba stać godzi­ny w kor­kach, a miejsc par­kin­go­wych jest dużo i co waż­ne nie trze­ba za nie pła­cić.

Czy moja pra­ca jest przez to gor­sza, że nie pra­cu­ję w pięk­nie ume­blo­wa­nym pomiesz­cze­niu na naj­now­szym MacBooku? Nie. Może bar­dziej się męczę na kom­pu­te­rze, któ­ry nie zawsze dzia­ła tak jak bym tego ocze­ki­wał, ale nie jest to na tym eta­pie tak waż­ne, by wyda­wać na tym eta­pie nie­po­trzeb­nie pie­nią­dze.

Niestety wie­le nowych firm zaczy­na tak, że naj­pierw obku­pu­je się w miliard rze­czy, któ­re mają umi­lać i uspraw­niać pra­cę, wyda­je kupę pie­nię­dzy, a dopie­ro potem wery­fi­ku­je co tak napraw­dę jest nie­zbęd­ne, a bez cze­go moż­na by było sobie pora­dzić. Szastanie pie­niędz­mi od pierw­szych dni dzia­ła­nia fir­my zazwy­czaj koń­czy się pro­ble­ma­mi finan­so­wy­mi, dla­te­go też zawsze war­to szu­kać tań­szych roz­wią­zań.


Jeśli chcesz dowie­dzieć się wię­cej na temat błę­dów popeł­nia­nych przez począt­ku­ją­cych przed­się­bior­ców zaj­rzyj koniecz­nie do tych ksią­żek:

Pułapki myśleniaMit przedsiębiorczościRework

Share: