odpowiedzialny

Telewizja i por­ta­le in­ter­ne­to­we przy­zwy­cza­iły nas do ty­tu­łów re­por­ta­ży lub ar­ty­ku­łów skon­stru­owa­ny­ch wła­śnie w taki spo­sób, w jaki uczy­ni­łem to po­wy­żej. Jeśli coś jest ro­bio­ne „jak Polak” to zna­czy, że jest ro­bio­ne w naj­gor­szy moż­li­wy spo­sób, a je­śli ro­bi­sz coś wła­śnie „jak Polak” to zna­czy, że je­steś Januszem i ce­bu­la­kiem jed­no­cze­śnie. Nie wiem cze­mu, ale od pew­ne­go cza­su mnie to bawi i wi­dząc ta­kie ty­tu­ły wy­obra­żam so­bie stru­dzo­ną minę dzien­ni­ka­rza nie ma­ją­ce­go po­my­słu na ko­lej­ny ar­ty­kuł i po­sta­na­wia­ją­ce­go pój­ść prze­tar­tą ścież­ką, by­le­by się kli­ka­ło oraz na­czel­ny nie ma­ru­dził.

(wię­cej…)

gdzie siebie widzisz

„Gdzie sie­bie wi­dzi­sz za 5 lat?” – za­pew­ne nie raz usły­sza­łeś już to py­ta­nie, szcze­gól­nie je­śli by­łeś na roz­mo­wie kwa­li­fi­ka­cyj­nej do pra­cy tro­chę bar­dziej am­bit­nej niż kol­por­to­wa­nie ulo­tek czy krę­ce­nie waty cu­kro­wej na fe­sty­nie. Choć jest to chy­ba naj­bar­dziej okle­pa­ne py­ta­nie ja­kie może za­dać HRowiec, to nie tyl­ko war­to za­wsze znać na nie od­po­wie­dź, ale rów­nież za­da­wać je so­bie sa­me­mu w mia­rę czę­sto.

(wię­cej…)

pokolenie

Jednym z naj­waż­niej­szy­ch za­dań ja­ki­ch po­dej­mu­je się współ­cze­sny sys­tem edu­ka­cji, jest wy­ro­bie­nie w mło­dy­ch lu­dzia­ch bar­dzo przy­dat­nej ce­chy, mia­no­wi­cie pra­co­wi­to­ści. Przynajmniej taką mam na­dzie­ję, bo w prze­ciw­nym wy­pad­ku ozna­cza­ło­by to, że te wszyst­kie za­da­nia do­mo­we, któ­re ka­za­li mi ro­bić, były wy­łącz­nie po to bym przy­swo­ił ogrom wie­dzy zu­peł­nie mi do ży­cia nie­po­trzeb­nej.

(wię­cej…)

house

Choć cza­sem cięż­ko mi się do tego przy­znać, na­le­żę do sze­ro­ko po­ję­te­go gro­na fa­nów se­ria­lu o ku­la­wym, acz ge­nial­nym le­ka­rzu. Nie uwiel­biam może House’a tak bar­dzo jak uwiel­biam Franka Underwooda czy praw­ni­ków z Pearson Specter, ale po­tra­fię obej­rzeć kil­ka od­cin­ków z rzę­du i nie ro­bić w trak­cie prze­rw na siku, więc to o czymś świad­czy. Mam na­wet na pół­ce dwie książ­ki o głów­nym bo­ha­te­rze – strasz­nym dup­ku, któ­re­go w re­al­nym świe­cie ni­gdy bym nie po­lu­bił, ale na pew­no mógł­bym się od nie­go wie­le na­uczyć.

(wię­cej…)

znajomości

Uwielbiam słu­chać lu­dzi, któ­rzy winę za swo­je nie­po­wo­dze­nia zrzu­ca­ją na wszyst­ko i wszyst­ki­ch, byle nie na sie­bie. Twoja fir­ma upa­dła? To przez ZUS i po­dat­ki! Nie mo­że­sz zna­leźć pra­cy? To przez nie­udol­ną po­li­ty­kę rzą­du! Jesteś gru­by? To przez geny! Mógłbym tak wy­mie­niać w nie­skoń­czo­no­ść, gdyż bawi mnie ta­kie po­dej­ście bar­dziej niż ja­ka­kol­wiek ko­me­dia. Wśród wy­świech­ta­ny­ch ha­se­łek ja­ki­mi lu­bią łech­tać swo­je ego mal­kon­ten­ci jest jed­no, w któ­rym moż­na zna­leźć ziarn­ko praw­dy – bez zna­jo­mo­ści nie da się nic osią­gnąć.

(wię­cej…)

studia

Właśnie roz­po­czął się nowy rok aka­de­mic­ki, a co za tym idzie kil­ka­set ty­się­cy mło­dy­ch lu­dzi roz­po­czy­na swo­ją przy­go­dę z uczel­nią wyż­szą. Wielu z nich za­sta­na­wia się, co osią­gnie przez te 5 lat, czy bę­dzie to tyl­ko zde­wa­lu­owa­ny dy­plom czy może coś wię­cej. Jak zdo­być to coś wię­cej?

(wię­cej…)