nic nie chce

Raz na jakiś czas spo­ty­kam oso­bę, któ­ra w trak­cie roz­mo­wy uży­je kla­sycz­ne­go tek­stu “A może by tak rzu­cić to wszyst­ko i wyje­chać w Bieszczady?”. Zwykle wte­dy wyda­je z sie­bie krót­kie “hehe” i uda­je, że mnie ten żart nie zaże­no­wał, choć jest on rów­nie świe­ży i zabaw­ny jak nowy pro­gram TVP “Studio YaYo”. Gorzej jed­nak, jeśli jest to choć w małym stop­niu szcze­re wyzna­nie.


Niewiele smut­niej­szych rze­czy może się przy­tra­fić czło­wie­ko­wi niż chęć uciecz­ki przed wła­snym życiem. Można sobie nie radzić finan­so­wo, mieć wie­le pro­ble­mów, cho­ro­wać, ale mimo to czer­pać radość z tego co dobre i robić wszyst­ko by popra­wić swo­ją sytu­ację. I nie piszę tego z per­spek­ty­wy oso­by, któ­ra nie zazna­ła żad­nych trud­no­ści i żyje pod klo­szem. Nie byłem co praw­da nigdy w żad­nej eks­tre­mal­nej sytu­acji, jak cho­ciaż­by oso­by bez­dom­ne czy cho­re na zanik mię­śni, ale co ozna­cza­ją pro­ble­my finan­so­we, oso­bi­ste i zdro­wot­ne prze­ko­na­łem się w cią­gu ostat­nich 12 mie­się­cy, prak­tycz­nie rów­no­cze­śnie.

I mnie rów­nież zda­rza­ły się momen­ty, gdy ucie­ka­łem, choć nie opusz­cza­łem nawet wła­sne­go łóż­ka. Nic mi się nie chcia­ło. Nawet nie żyłem ilu­zją, że moje pro­ble­my jakoś się roz­wią­żą w cza­sie gdy będę oglą­dał kolej­ne głu­po­ty w inter­ne­cie zaja­da­jąc się żar­ciem, któ­re­go głów­nym kry­te­rium dobo­ru było to, czy jestem je w sta­nie przy­go­to­wać w mniej niż 3 minu­ty. Po pro­stu czu­łem się bez­sil­ny i przy­tło­czo­ny, chcia­łem odwlec moment wzię­cia się do dzia­ła­nia w nie­skoń­czo­ność. Ale po jakimś cza­sie wsta­wa­łem, mówi­łem “pie­przyć to!”, robi­łem swo­je i cie­szy­łem się tym co mam, choć dale­ce odbie­ga­ło to od tego co chciał­bym mieć. Aż do następ­nej chwi­li sła­bo­ści.

Był to nie tyl­ko duży cios dla mojej efek­tyw­no­ści, ale tak­że dla moje­go ego. Co praw­da już wcze­śniej nauczy­łem się, że nie ma nic złe­go w tym, że zda­rza­ją się okre­sy niż­szej pro­duk­tyw­no­ści, a wręcz jest to nor­mal­ne dla każ­de­go. To cena jaką się pła­ci za wyko­rzy­sty­wa­nie orga­ni­zmu ponad jego moż­li­wo­ści. Gorzej jed­nak znio­słem to, że wcze­śniej uda­ło mi się wypra­co­wać nawy­ki, któ­re sta­le popy­cha­ły moje życie do przo­du, a w pew­nym momen­cie zani­kły. Czułem się gor­szy niż kie­dyś przez to, że już nie wyko­rzy­sty­wa­łem każ­dej oka­zji do zdo­by­wa­nia nowej wie­dzy, robi­łem mniej niż kie­dyś.

Dopiero głęb­sza ana­li­za pozwo­li­ła mi dojść do tego, że…

jest tyl­ko kil­ka powo­dów, przez, któ­re się nic nie chce:

1. Masz nie­upo­rząd­ko­wa­ne życie.

Brak jakiej­kol­wiek ruty­ny bywa mor­der­czy. Dosłownie. Życie prze­sta­je być życiem, a zaczy­na być egzy­sten­cją. Niewyjaśnione i nie­do­koń­czo­ne rela­cje dekon­cen­tru­ją. Niekontrolowany cha­os w oto­cze­niu pogłę­bia się. Nie ma cze­goś takie­go jak twór­czy bała­gan w miesz­ka­niu czy na biur­ku. To po pro­stu bała­gan. Lista nie­za­ła­twio­nych spraw tyl­ko się wydłu­ża, a pro­ble­my nad któ­ry­mi się nie pra­cu­je, pogłę­bia­ją się. Im bar­dziej odwle­ka się w cza­sie upo­rząd­ko­wa­nie cze­go­kol­wiek, tym jest to trud­niej­sze, a im sta­je się trud­niej­sze, tym bar­dziej para­li­żu­je stra­chem i wyma­ga dal­sze­go wyj­ścia poza swo­ją stre­fę kom­for­tu.

2. Nie masz kon­kret­nych celów.

Każda oso­ba czy fir­ma, któ­ra nie ma jasno spre­cy­zo­wa­nych celów stoi w miej­scu. Każdy ma jakieś cele, ale to wła­śnie ich kon­kret­ne okre­śla­nie sta­no­wi clou. Różnica mię­dzy “chcę być boga­ty”, a “chcę stwo­rzyć fir­mę war­tą milio­ny zanim skoń­czę 30 lat” jest kolo­sal­na. Myśląc bar­dzo ogól­nie nie osią­gniesz nicze­go szcze­gól­ne­go, bo za ogól­ne rze­czy nie wia­do­mo jak się zabrać. Nie da się po pro­stu zro­bić sobie dobrej syl­wet­ki, bo dla dobrej syl­wet­ki nie będzie ci się chcia­ło ruszyć dupy z kana­py. Dla kon­kret­nej wagi, obwo­du w pasie i klat­ce pier­sio­wej, a tak­że okre­ślo­ne­go pro­cen­to­we­go skła­du masy cia­ła, już tak. Jeśli do tego zadbasz o to by cel był jed­no­cze­śnie ambit­ny i reali­stycz­ny, to zwięk­szasz praw­do­po­do­bień­stwo jego zre­ali­zo­wa­nia wie­lo­krot­nie. Ale kie­dy myślisz tyl­ko “chcę mieć dużo pie­nię­dzy, faj­ny dom i spo­koj­ny zwią­zek” to nie będzie ci się chcia­ło kiw­nąć pal­cem dla tego.

3. Nie potra­fisz odwlec nagro­dy w cza­sie.

Jednym z naj­bar­dziej zna­nych eks­pe­ry­men­tów w psy­cho­lo­gii był mar­sh­mal­low expe­ri­ment, prze­pro­wa­dzo­ny w latach 60. na Stanford przez Waltera Mischela. Pokazał on dość dobit­nie zależ­ność mię­dzy umie­jęt­no­ścią odwle­cze­nia gra­ty­fi­ka­cji w cza­sie, a lep­szy­mi osią­gnię­cia­mi w życiu. Nie jest to cecha łatwa do wypra­co­wa­nia, ale jej brak skut­ku­je pro­kra­sty­na­cją. Z tego wzglę­du wolisz obej­rzeć kolej­ny odci­nek seria­lu niż zacząć się uczyć do egza­mi­nu. Jak więk­szość dzie­ci w tym eks­pe­ry­men­cie wybie­rasz jeden cukie­rek od razu (przy­jem­ność z oglą­da­nia seria­lu) zamiast powstrzy­mać się na 15 minut i dostać dwa cukier­ki (zdać egza­min bez stre­su i popraw­ki).

Analogiczne przy­kła­dy moż­na mno­żyć, ale ja zwró­cił­bym uwa­gę na te więk­sze­go kali­bru. Mówi się, że czło­wiek suk­ce­su to ktoś, kto decy­du­je się na to by żyć kil­ka lat tak, jak nikt nie chce, po to by przez resz­tę życia żyć tak, jak nikt nie może. Im bar­dziej odwle­czo­na w cza­sie nagro­da, tym mniej osób zde­cy­du­je się na nią cze­kać. Większość wybie­ra teraź­niej­szy kom­fort w posta­ci bło­gie­go leni­stwa, wypo­czyn­ku, odkła­da­nia dzia­ła­nia na póź­niej. Większość woli cały czas brać cukie­rek, któ­ry leży na sto­le, zamiast pocze­kać i dostać więk­szą nagro­dę.

4. Masz nie­re­al­ne prze­ko­na­nia o świe­cie.

Słuchając wie­lu ludzi moż­na odnieść wra­że­nie, że żyją w świe­cie sprzed 400 lat. Uważają, że tyl­ko ktoś kto uro­dził się w boga­tej rodzi­nie będzie mógł żyć na wyso­kim stan­dar­dzie. Natomiast, jeśli pocho­dzisz ze “śred­nia­ków”, to choć­byś sta­rał się przez całe życie, śred­nia­kiem pozo­sta­niesz, więc nie ma sen­su się sta­rać. Ale jest wie­le innych grup ludzi, któ­re mają inne, nie­zdro­we prze­ko­na­nia. A to że wzbo­ga­cić się moż­na tyl­ko oszu­ku­jąc i żeru­jąc na innych ludziach, a to że boga­ci powin­ni po pro­stu odda­wać swój dochód na bied­nych, a to że ludzie żyją­cy na wyso­kim stan­dar­dzie są zde­pra­wo­wa­ni i nie­mo­ral­ni. Działa to rów­nież w dru­gą stro­nę. Jeśli wie­rzysz, że życie jest pro­ste i wystar­czy tyl­ko chcieć, to prę­dzej czy póź­niej dosta­niesz mokrą szma­tą realiów w pysk.

Jeśli uwa­żasz, że nie moż­na wystar­to­wać z biz­ne­sem nie mając wła­snych pie­nię­dzy, to nigdy nie wystar­tu­jesz. Jeśli uwa­żasz, że nie moż­na zdo­być pra­cy marzeń nie mając wyso­ko posta­wio­ne­go wuj­ka, to nigdy nie będziesz lubił swo­jej pra­cy. Jeśli uwa­żasz, że nic w two­im życiu nie zale­ży od cie­bie, to nigdy nie ruszysz się z kana­py dalej niż do toa­le­ty.

5. Szukasz uspra­wie­dli­wień, a nie roz­wią­zań.

Jestem gru­by, bo mam takie geny. Mam sła­be wyni­ki w szko­le, bo nauczy­ciel­ka źle tłu­ma­czy. Nic nie potra­fię, bo moje stu­dia były do bani. Nic nie robię w week­end, bo mia­łem cięż­ki tydzień w pra­cy. Mnóstwo codzien­nych sytu­acji tłu­ma­czy­my pro­ble­ma­mi nie­za­leż­ny­mi od nas. Nie korzy­sta­my z życia bo jeste­śmy nie­wy­spa­ni, nie mamy pie­nię­dzy, a sąsiad­ka zosta­wi­ła nam swo­je­go psa na dwa tygo­dnie bo poje­cha­ła do Ciechocinka. Nie otwie­ra­my firm kom­pu­te­ro­wych, bo nie zna­my się na budo­wie kom­pu­te­ra i pro­gra­mo­wa­niu. Nie gra­my w koszy­ków­kę, bo jeste­śmy za niscy. Kumulacja tych uspra­wie­dli­wień powo­du­je w koń­cu, że nie robi­my nic, bo w niczym nie jeste­śmy ide­al­ni.

Mógłbym tu zno­wu pisać o Steve’ie Jobsie, któ­ry prze­cież sam się nasu­wa jako przy­kład czło­wie­ka, któ­ry stwo­rzył i pro­wa­dził Apple nie potra­fiąc pro­gra­mo­wać (przez co był nie­jed­no­krot­nie obśmie­wa­ny cho­ciaż­by przez Billa Gatesa), ale naj­bar­dziej w tym aspek­cie impo­nu­je Gary Cohn. Kim jest Gary Cohn? Dyslektykiem. W dzie­ciń­stwie miał ogrom­ne pro­ble­my z nauką, bo dora­stał w cza­sach, gdy z dys­lek­ty­ka­mi deli­kat­nie mówiąc się nie przej­mo­wa­no. Gdybyś razem z nim zaczął czy­tać ten tekst, on pew­nie by jesz­cze nie skoń­czył pierw­sze­go zda­nia w momen­cie, gdy dotar­łeś do tego aka­pi­tu. Od naj­młod­szych lat wma­wia­no mu, że przez swo­je pro­ble­my, naj­więk­szy suk­ces jaki może osią­gnąć to zosta­nie kie­row­cą cię­ża­rów­ki. Gary pew­ne­go razu wybrał się do Nowego Jorku i uda­ło mu się pod­czas podró­ży tak­sów­ką prze­ko­nać jed­ne­go z ban­kie­rów inwe­sty­cyj­nych, że jest spe­cja­li­stą od han­dlo­wa­nia opcja­mi (na tam­te cza­sy była to nowin­ka w dzie­dzi­nie finan­sów). Po kil­ku dniach przy­je­chał ponow­nie na spo­tka­nie w spra­wie pra­cy i jakimś cudem popi­sał się zna­ko­mi­tą wie­dzą z kil­ku­set­stro­ni­co­we­go pod­ręcz­ni­ka han­dlu opcja­mi (choć pew­nie dalej nie prze­brnął­by w tym tek­ście przez zbit­kę liter “Bieszczady”). Dziś Gary Cohn jest pre­ze­sem Goldman Sachs.

Historię Gary’ego i wie­lu innyh ludzi, któ­rzy zamie­ni­li swo­je sła­bo­ści w siłę znaj­dziesz w książ­ce “Dawid i Goliat”.

6. Nie roz­bi­jasz swo­ich pro­ble­mów na czę­ści.

Problemy w życiu potra­fią przy­tło­czyć każ­de­go. Potrafią cał­ko­wi­cie spa­ra­li­żo­wać i spo­wo­do­wać, że będzie­my spę­dza­li całe dnie pod koł­drą z kub­kiem her­ba­ty i cze­ka­li na koniec świa­ta, bo ich roz­wią­za­nie wyda­je się nie­moż­li­we. Podobnie jak nie­moż­li­we jest wyko­na­nie sko­ku na odle­głość 20 metrów bez roz­bie­gu, albo zje­dze­nie pęta kieł­ba­sy w cało­ści. Ale zamiast ska­kać moż­na wyko­nać 20 jed­no­me­tro­wych kro­ków. Albo 40 pół­me­tro­wych. Zamiast pako­wać wprost do prze­ły­ku pęto kieł­ba­sy i wle­wać łyż­kę keczu­pu, moż­na ją pokro­ić na tale­rzu i gryźć kawa­łek za kawał­kiem.

Tak samo powin­no się postę­po­wać z każ­dym dużym pro­ble­mem. Nie pani­ko­wać. Podzielić go na czę­ści. Nie ma rze­czy, któ­re by cie prze­ra­sta­ły, jeśli je podzie­lisz na eta­py. Każdy mara­ton to tyl­ko kil­ka­dzie­siąt krót­kich odcin­ków. Tego tek­stu też nie pisa­łem w cało­ści, tyl­ko zda­nie po zda­niu, aka­pit po aka­pi­cie.


 

Share: