otworzenie firmy

Najtrudniej jest coś zacząć. Może to być nowy tekst, nowy projekt, nowy rozdział w życiu, cokolwiek, zawsze najwięcej wysiłku trzeba włożyć w pierwszy krok.


A przynajmniej tak się wydaje ludziom, którzy nie dostrzegają procesów w całości, a widzą jedynie ich końcowy wynik. Ludziom, którzy nie rozumieją, że mistrzem olimpijskim nie zostaje się w momencie przekroczenia linii mety, tylko przez lata ciężkiego wysiłku i wielu wyrzeczeń. Ludziom, do których nie dociera, że wielkich pieniędzy nie zdobywa się jedną transakcją sprzedaży udziałów, a przez lata budowania wartości firmy. Ci sami ludzie nie rozumieją też tego, że pieniądze to najmniejszy koszt otworzenia firmy.

Kiedy myślisz nad własnym biznesem, masz już konkretny pomysł i zalążek planu, zastanawiasz się w pewnym momencie ile to będzie kosztować. Myślisz jednak tylko o pieniądzach, które musisz wyłożyć by biznes mógł ruszyć. To zdecydowanie mniej niż będzie cię to realnie kosztowało.

Po pierwsze dlatego, że oprócz inwestycji w niezbędny sprzęt, oprogramowanie czy marketing, musisz mieć pieniądze na opłacenie zobowiązań czy zwykłe przeżycie. Założenie, że uda się to sfinansować przychodami firmy jest, delikatnie mówiąc, zbyt optymistyczne. W zdecydowanej większości przypadków potrzeba przynajmniej kilku miesięcy by firma zaczęła sama na siebie zarabiać, a jeszcze więcej czasu na to, by zaczęła utrzymywać samego przedsiębiorcę. Oczywiście można przez ten okres mieć inną pracę, która zapewni utrzymanie, ale takie rozwiązanie ma swoje minusy.

Po drugie dlatego, że zapominasz o tym, że pieniądze nie są jedynym kosztem. Czasem i emocjami tak samo będziesz musiał zapłacić za to co chcesz osiągnąć. To takie same zasoby jak pieniądze, tylko tyle, że nie zauważasz tego dopóki nie musisz poświęcić ich w znacznej ilości.

Czas to pieniądz?

Choć nigdy specjalnie nie polubiłem się z mikroekonomią, to zawsze podobało mi się używane w niej pojęcie kosztu alternatywnego. Pomaga ono uzmysłowić sobie, że czego byśmy nie robili i tak zawsze będziemy coś tracić, choć niekoniecznie będzie to jakaś wartość materialna. Chociażby kiedy piszę ten tekst, tracę możliwość wykorzystania czasu na wiele różnych sposobów, od czytania, przez kontakty towarzyskie, po totalne lenistwo z serialem w łóżku. Dobrze jest jednak, kiedy korzyści płynące z pisania przewyższają korzyści jakie czerpałbym w danej chwili z czytania, kontaktów towarzyskich, rozrywki. Wtedy ekonomista może mnie nazwać człowiekiem racjonalnym, a ja sam będę miał poczucie, że dobrze wykorzystuje własny czas.

Wszystko to choć oczywiste i logiczne, pozostaje niezauważone w przypadku, gdy dysponuje się sporymi zasobami, przede wszystkim czasu. Perspektywa zmienia się błyskawicznie, gdy coś te zasoby zaczyna podkradać. Takim “złodziejem” jest własna firma. Nieważne czy to osiedlowy warzywniak, czy startup, którego nie zrozumie 95% twoich znajomych, ale który pokochają wszyscy mieszkańcy Doliny Krzemowej. W każdym przypadku tak samo okrada cię z twoich zasobów.

Otworzenie firmy jest bardzo czasochłonne. Nie, nie mam na myśli tu dosłownie samego procesu wypełniania formularza. W tym sensie wystarczy na to poświęcić kilka minut. W szerokim rozumieniu chodzi o czas jaki jest ci potrzebny, by twoja firma mogła obsłużyć pierwszego klienta. Konkretna ilość mocno zależy od specyfiki działalności oraz liczby osób, które tę pracę mają wykonać, dlatego posłużę się własnym przykładem.

Zainwestowałem czas i emocje

Od dnia kiedy postanowiłem uruchomić księgarnię internetową, do dni kiedy złożono w niej pierwsze zamówienie minęły niemal 3 miesiące. Kwota jaką przeznaczyłem na start mojej firmy (nie licząc kosztów mojego utrzymania) jest mniejsza od kwoty jaką mógłbym zarobić przez te 3 miesiące wykonując inną pracę. Ale nic nie jest tak proste jak mogłoby się wydawać. Po pierwsze na początku pracowałem jeszcze normalnie na etacie, co wiązało się z tym, że księgarnia była typowym zajęciem po godzinach, więc moje postępy były dużo mniejsze niż bym sobie tego życzył. Po drugie przez te 3 miesiące zdarzyło się wiele nieprzewidzianych, prozaicznych rzeczy, które mocno spowolniły moją pracę, tak jak chociażby zapalenie płuc, które na 2 tygodnie przykuło mnie do łóżka czy uszkodzenie dysku twardego w laptopie.

Warto też dodać, że przez te 3 miesiące nie pracowałem po 8h dziennie, 5 dni w tygodniu jak na normalnym etacie. Początkowo nad samą księgarnią pracowałem maksymalnie po 3–4h dziennie, w końcu miałem jeszcze inną pracę, która zajmowała mi właśnie 8h plus dojazdy. To dlatego robienie firmy “po godzinach” uważam za zły pomysł (pod warunkiem, że masz poduszkę finansową, która pozwoli ci przeżyć). Kiedy skończyłem z etatem mogłem pracować ile chciałem — czyli tyle na ile miałem sił, czasem kilkanaście godzin dziennie. I wtedy zacząłem odczuwać brak czasu na inne elementy życia: kontakty towarzyskie, najbliższych, czytanie, rozrywkę, aktywność fizyczną i generalnie wszystkie rzeczy, które pozwalają pozostać przy życiu fizycznym i psychicznym.

To zdecydowanie większy koszt, niż wydaje się początkowo, kiedy widzimy tylko liczby, które nas dzielą od upragnionego startu własnej firmy.

Wyobrażenia vs. rzeczywistość

Większość osób wyobraża sobie młodych przedsiębiorców jako królów życia, ludzi, którym woda sodowa uderzyła do głowy. Wielu zaczynających swoją przygodę z biznesem właśnie o takim życiu marzy. Nic bardziej mylnego. Rzeczywistość nie jest taka barwna jak scenariusze hollywoodzkich filmów, o czym można się przekonać już w pierwszych tygodniach.

Oczywiście nikt nie jest na tyle głupi by oczekiwać od samego początku stylu życia rodem z Instagrama Dana Blizeriana, ale każdy jakieś oczekiwania ma. Najczęściej to wyższy status społeczny, autorytet, możliwość pozwolenia sobie na bardziej ekskluzywne i ciekawsze formy spędzania czasu. Tylko, że tego nie dostaje się razem z numerem REGON, na to trzeba zapracować. Dłużej i ciężej niż się wydaje, a to tylko przy założeniu, że biznes wyjdzie. Najczęściej jednak nie wychodzi od razu.

Dysonans między wyobrażeniem, a rzeczywistością uderza młodego przedsiębiorcę z siłą Mike’a Tysona powodując napływ negatywnych emocji i myśli. Ciosy są jeszcze pogłębiane przez bliskie otoczenie, które bardzo często stara się ten dysonans podkreślać. Nie muszę chyba mówić jak na motywację wpływa uczucie bycia do dupy.

Otworzenie firmy — ile to naprawdę kosztuje?

Niedużo, pod warunkiem, że mówimy tylko o pieniądzach, które trzeba na to wyłożyć. Przy mało skomplikowanych pomysłach można się zamknąć w kilku tysiącach złotych. To kwota, którą bez problemu każda dorosła osoba powinna dostać w banku.

Znacznie wyższe są inne koszty — pieniądze, które musisz mieć na przeżycie (bo praca na etacie połączona z tworzeniem biznesu “po godzinach” jest średnim pomysłem), czas, którego nie będzie można poświęcić na inne aspekty swojego życia oraz emocje, które będą podkopywały wiarę w siebie.


Jeśli szukasz fajnych zdjęć do wykorzystania, takich jak to u góry,  zajrzyj koniecznie na Jest Rudo.

Share: