Wbrew po­zo­rom klu­czem do suk­ce­su nie jest ta­kie go­spo­da­ro­wa­nie za­so­ba­mi cza­su by jak naj­więk­szą jego ilo­ść prze­zna­czać na pra­cę, lecz mą­dre wy­ko­rzy­sty­wa­nie każ­dej chwi­li, tak­że tej wol­nej. Siłą rze­czy każ­dy z nas po­trze­bu­je od­po­czyn­ku, chwi­li na za­czerp­nię­cie od­de­chu i cza­su wol­ne­go od pra­cy. Świetnie zo­bra­zo­wał to po­pu­lar­ny ostat­nio w in­ter­ne­cie wy­wiad z pre­ze­sem Comarchu, Januszem Filipiakiem (cały do prze­czy­ta­nia tu­taj), któ­ry sam przy­znał, że cho­ciaż­by w trak­cie dłu­gi­ch po­dró­ży nie zaj­mu­je się pra­cą przed lap­to­pem, co przy­ję­te jest za ty­po­we za­cho­wa­nie me­na­dże­rów róż­ny­ch szcze­bli, ale czy­ta bran­żo­wą pra­sę.

Nie każ­dy jed­nak po­tra­fi mą­drze wy­ko­rzy­sty­wać wol­ny czas. Co gor­sza, spo­ra czę­ść osób, któ­re nie­zbyt do­brze ko­rzy­sta­ją z pre­zen­tu od ży­cia ja­kim jest wła­śnie wol­ny czas, nie wi­dzi nic złe­go w tym co robi. Rzeczywiście na po­zór oglą­da­nie re­ali­ty show w te­le­wi­zji, wy­szu­ki­wa­nie śmiesz­ny­ch fil­mi­ków z psem jeż­dżą­cym na de­sko­rol­ce czy prze­glą­da­nie pro­fi­li zna­jo­my­ch na Facebooku lub Instagramie nie wy­da­je się zbyt groź­ne, ale nie moż­na za­prze­czyć temu, że tego typu czyn­no­ści są ra­czej za­bi­ja­niem cza­su niż jego wy­ko­rzy­sty­wa­niem, a tak­że zwy­czaj­nie ogłu­pia­ją.

Teraz może nie ro­bić dla cie­bie róż­ni­cy czy po go­dzi­na­ch oglą­da­sz ko­lej­ne od­cin­ki „M jak mi­ło­ść”, czy czy­ta­sz ar­ty­ku­ły na spe­cja­li­stycz­ny­ch blo­ga­ch, ale kie­dy bę­dzie­sz mieć 70 – 80 lat, to ro­biąc ra­chu­nek swo­je­go ży­cia zo­rien­tu­je­sz się, że tak na praw­dę naj­bar­dziej ża­łu­je­sz nie­wy­ko­rzy­sta­ny­ch szans. A każ­da se­kun­da, mi­nu­ta, go­dzi­na jest szan­są. Każda. Nie tyl­ko ta, któ­rą spę­dza­sz przy biur­ku. Tylko i wy­łącz­nie od cie­bie za­le­ży czy szan­sę wy­ko­rzy­sta­sz, czy zmar­nu­je­sz.

Sam oso­bi­ście ni­gdy nie na­zwał­bym się mi­strzem wy­ko­rzy­sty­wa­nia każ­dej wol­nej chwi­li, ale mam w za­na­drzu ob­szer­ną li­stę czyn­no­ści, któ­re mogę wy­ko­ny­wać by po­łą­czyć przy­jem­ne z po­ży­tecz­nym. Raz mniej przy­jem­ne, raz bar­dziej, ale za­wsze dla mnie po­ży­tecz­ne i w pew­nym stop­niu pro­duk­tyw­ne.

A oto moja lista:

1. Sprzątanie. Rozumiem przez to nie tyl­ko rów­niut­kie ukła­da­nie ko­szul na wie­sza­ka­ch i ście­ra­nie ku­rzy z wszyst­ki­ch na­czyń w miesz­ka­niu (co aku­rat mi się nie zda­rza), a wła­ści­wie bar­dziej ro­bie­nie po­rząd­ków w moim kom­pu­te­rze, usu­wa­nie nie­po­trzeb­ny­ch pli­ków i pro­gra­mów, gru­po­wa­nie w fol­de­ry, wrzu­ca­nie wszyst­kie­go co moż­na w chmu­rę. Również ro­bie­nie po­rząd­ku na blo­gu, usu­wa­nie nie­po­trzeb­ny­ch rze­czy z bazy da­ny­ch na ser­we­rze. Na ta­kie czyn­no­ści nie ma się cza­su w trak­cie zwy­kłej pra­cy, ale są nie­zwy­kle po­ży­tecz­ne.

2. Przeglądanie ra­por­tów z ba­dań. W moim przy­pad­ku są to głów­nie ba­da­nia mar­ke­tin­go­we. Wiele osób nie­na­wi­dzi ta­ki­ch słup­ków i wy­kre­sów, bo uwa­ża­ją me­to­dy sta­ty­stycz­ne za naj­wyż­szy sto­pień kłam­stwa. I rze­czy­wi­ście, trze­ba mieć na uwa­dze, że ta­kie ra­por­ty za­wsze ob­ra­zu­ją ja­kąś gru­pę, a nie kon­kret­ny­ch lu­dzi. Nie zmie­nia to fak­tu, że są to bar­dzo przy­dat­ne źró­dła in­for­ma­cji o ryn­ka­ch i ni­sza­ch ryn­ko­wy­ch, zwy­cza­ja­ch lu­dzi czy zja­wi­ska­ch spo­łecz­ny­ch, co jest świet­ną bazą do stwo­rze­nia do­cho­do­we­go biz­ne­su.

3. Czytanie ksią­żek. Z re­gu­ły wy­bie­ram ra­czej te zwią­za­ne z biz­ne­sem i roz­wo­jem kom­pe­ten­cji oso­bi­sty­ch, ale nie po­gar­dzę do­brą po­wie­ścią czy bio­gra­fią. Stawiam nie tyl­ko na zdo­by­wa­nie wie­dzy, ale rów­nież na in­spi­ra­cję do dzia­ła­nia i roz­wój wy­obraź­ni. Warto pa­mię­tać o tym, że cała trój­ka jest rów­nie waż­na.

4. Oglądanie fil­mów i se­ria­li. Założenie jest ta­kie, że mu­szą być na­praw­dę do­bre albo uczyć mnie cze­goś no­we­go. „Pierwsza mi­ło­ść”, „Klan” czy „Kac Wawa” nie za­li­cza­ją się ani do jed­ny­ch, ani dru­gi­ch, ale już „House of Cards” czy „Ojciec chrzest­ny” z pew­no­ścią za­li­cza­ją się do obu ka­te­go­rii. Generalnie cho­dzi o to by oglą­da­jąc wy­ko­rzy­sty­wać czas, a nie go za­bi­jać, więc oglą­da­nia po raz dzie­sią­ty tego sa­me­go od­cin­ka „Suits”, choć­bym bar­dzo chciał, nie mogę pod to pod­cią­gnąć.

5. Szukanie w in­ter­ne­cie in­for­ma­cji o mi­lio­ne­ra­ch. Nie, Pudelek się nie li­czy. Nie ob­cho­dzi mnie to w ja­kim skle­pie Larry Page (współ­twór­ca Google) ku­pu­je skar­pet­ki, ale to co ro­bił i jaki był ma­jąc dwa­dzie­ścia­kil­ka lat już tak. Podobnie nie in­te­re­su­je mnie tak­że to, że któ­ryś z pol­ski­ch mi­lio­ne­rów do­ro­bił się dzię­ki wstą­pie­niu do PZPR. Sam bym tego na pew­no nie zro­bił, ale to nie zna­czy, że nie mogę od tej oso­by na­uczyć się cze­goś in­ne­go.

6. Przeglądanie por­ta­li biz­ne­so­wy­ch. Obojętnie czy jest to Pierwszy Milion czy Brief, czy jesz­cze coś in­ne­go, waż­ne, że mogę tam zna­leźć ar­ty­ku­ły o świet­nie roz­wi­ja­ją­cy­ch się fir­ma­ch i wy­wia­dy z oso­ba­mi ze świa­ta biz­ne­su. Bez zbęd­ne­go aka­de­mic­kie­go i teo­re­tycz­ne­go beł­ko­tu czy skom­pli­ko­wa­ny­ch na­rzę­dzi za­rzą­dza­nia. W koń­cu to czas wol­ny, a nie za­ję­cia na uczel­ni.

7. Czytanie ar­ty­ku­łów odło­żo­ny­ch na póź­niej. Chyba każ­dy ma ta­kie do­da­ne do za­kła­dek w prze­glą­dar­ce i nie czy­ta­ne przez ty­go­dnie. Choć może to wy­dać ci się dziw­ne, w moim przy­pad­ku naj­czę­ściej na tej li­ście znaj­du­ją się ar­ty­ku­ły zu­peł­nie nie zwią­za­ne z tym co ro­bię na co dzień, za to np. opi­su­ją­ce wio­dą­ce teo­rie o bu­do­wie wszech­świa­ta. Jako na­sto­la­tek bar­dzo po­lu­bi­łem fi­zy­kę i choć ta wie­dza jest mi dziś zu­peł­nie nie przy­dat­na, to jed­nak nie­zwy­kle mnie fa­scy­nu­je, a ta­kie ar­ty­ku­ły czę­sto skła­nia­ją mnie do głę­bo­ki­ch re­flek­sji.

8. Jeżdżenie mo­to­cy­klem. Obecnie tego nie ro­bię z pro­za­icz­nej przy­czy­ny – sprze­da­łem swój mo­to­cy­kl, a ko­lej­ne­go jesz­cze nie ku­pi­łem. Nie zmie­nia to fak­tu, że uwiel­biam szyb­ką jaz­dę i wia­tr we wło­sa­ch. Samochód nie daje już ta­kiej przy­jem­no­ści z jaz­dy i nie daje wra­że­nia, że wszyst­kie pro­ble­my zo­sta­wia się w ga­ra­żu. Dla mnie jest to naj­lep­sza moż­li­wa for­ma od­świe­że­nia umy­słu i wy­ła­do­wa­nia emo­cji. Polecam każ­de­mu.

9. Słuchanie re­lak­su­ją­cej mu­zy­ki. Jest spo­ra róż­ni­ca po­mię­dzy mu­zy­ką, któ­rą słu­cha się wy­ko­nu­jąc ja­kąś pra­cę, a tą, któ­ra po­zwa­la się zre­lak­so­wać i na­le­ży o tym pa­mię­tać. Pisząc ten aka­pit w gło­śni­ka­ch sły­szę „The Real Slim Shady” Eminema, ale jak tyl­ko skoń­czę ten tek­st, to po­ło­żę się na ka­na­pie i w słu­chaw­ka­ch usły­szę Mozarta lub Beethovena. Muzyka kla­sycz­na po­zwa­la od­świe­żyć umy­sł i wy­łą­czyć dia­log we­wnętrz­ny. Doskonale spraw­dza się rów­nież kie­dy mam pro­ble­my ze skon­cen­tro­wa­niem się.

10. Spacerowanie. Kiedy więk­szo­ść dnia spę­dza się sie­dząc w za­mknię­ty­ch po­miesz­cze­nia­ch, to na­wet naj­krót­szy spa­cer po­tra­fi po­pra­wić na­strój i wy­na­gro­dzić szko­dy ja­kie wy­rzą­dza się swo­je­mu cia­łu. Właściwie moż­na pod ten punkt pod­piąć rów­nież sport, ale ze wzglę­du na kon­tu­zję ja nie mogę go na ra­zie upra­wiać.

11. Rozmawianie ze zna­jo­my­mi. W dzi­siej­szy­ch cza­sa­ch bar­dzo nie do­ce­nia się kon­tak­tów. Prawie każ­dy war­to pod­trzy­my­wać, szcze­gól­nie je­śli nie ma się w da­nym mo­men­cie nic pil­ne­go do zro­bie­nia. To pro­cen­tu­je na przy­szło­ść. Oczywiście, nie­wiel­ki pro­cent two­ich zna­jo­my­ch bę­dzie mia­ło re­al­ny wpływ na to jak się po­to­czy two­je ży­cie, ale ni­gdy nie wie­sz kto to bę­dzie. Potencjał jest ol­brzy­mi, tyl­ko głu­piec by z nie­go nie sko­rzy­stał.

12. Granie w gry wy­ma­ga­ją­ce my­śle­nia. Nie uzna­je tego za czyn­no­ść wy­so­ko pro­duk­tyw­ną, ale roz­wi­ja­ją­cą lub przy­naj­mniej po­zwa­la­ją­cą po­ćwi­czyć swój mózg. Mogą to być sza­chy, su­do­ku czy sa­per, waż­ne, że nie po­chła­nia na dłu­gie go­dzi­ny, a daje fraj­dę nie od­móż­dża­jąc. No i bez pro­ble­mu moż­na to mieć na smart­fo­nie i grać w do­wol­nym miej­scu.

13. Gotowanie. To coś co ro­bię sto­sun­ko­wo od nie­daw­na, bo za­wsze uwa­ża­łem, że mam do tego dwie lewe ręce. Okazało się jed­nak, że nie jest tak tra­gicz­nie, a przy­naj­mniej mam więk­szy wpływ na to co jem. Poza tym, za­czy­na spra­wiać mi to przy­jem­no­ść. No i mogę to po­łą­czyć z ko­lej­nym punk­tem.

14. Słuchanie pod­ca­stów i au­dio­bo­oków. Najczęściej ro­bię to w po­dró­ży lub go­tu­jąc, ale oka­zji jest znacz­nie wię­cej. Długo prze­ko­ny­wa­łem się do tej for­my prze­ka­zu, ale z cza­sem lu­bię ją co raz bar­dziej.

Przeczytaj także: