umiejętności

Siedziałem w ogród­ku kawiar­ni na sopoc­kim Monciaku i sta­ra­łem się wyła­py­wać ostat­nie napraw­dę cie­płe pro­mie­nie sło­necz­ne tego lata. Sączyłem ulu­bio­ną kawę roz­ma­wia­jąc z moją dziew­czy­ną i kątem oka obser­wu­jąc jak­że popu­lar­nych w tym miej­scu „pro­mo­to­rów restau­ra­cji”, któ­rych pra­ca ogra­ni­cza się do bycia tro­chę bar­dziej ucy­wi­li­zo­wa­nym dre­sem, któ­ry zamiast zapy­tać cię o to czy masz jakiś pro­blem pyta czy nie jesteś głod­ny. Naliczyłem łącz­nie jed­ną restau­ra­cję na całej uli­cy, któ­ra nie zatrud­nia­ła­by takie­go „zaga­nia­cza”. No dobra, razem trzy jeśli ktoś uwa­ża McDonald’sa i KFC za restau­ra­cje. Zwykło się mawiać, że żad­na pra­ca nie hań­bi, ale jakoś trud­no mi sobie wyobra­zić bym czuł się dobrze wyko­nu­jąc taką pra­cę jak oni. Podejrzewam, że te oso­by myślą podob­nie, ale z róż­nych przy­czyn muszą tak pra­co­wać.


Przypominały mi się wszyst­kie kłót­nie z nauczy­cie­la­mi jakie mia­ły miej­sce w trak­cie całej ścież­ki edu­ka­cji, te wszyst­kie nie­po­ko­ją­ce chwi­le poczu­cia zatra­co­ne­go sen­su, gdy ktoś pytał nauczy­cie­la „Po co mamy się tego wszyst­kie­go uczyć?”. Wszystko zawsze koń­czy­ło się tak samo – naj­bar­dziej iry­tu­ją­cym zda­niem jakie ktoś może powie­dzieć – „Wykształcony czło­wiek takie rze­czy powi­nien wie­dzieć”. Kiedy patrzę na tych restau­ra­cyj­nych „naga­nia­czy”, to zda­nie brzmi jak bar­dzo smut­ny sar­kazm. To musi być nie­zwy­kle przy­kre być wykształ­co­nym czło­wie­kiem, któ­ry musi się upa­dlać by nie jeść jutro na śnia­da­nie kana­pek posma­ro­wa­nych nożem, a na obiad maka­ro­nu z keczu­pem.

Dobrze się ucz i dobrze się zacho­wuj, zdo­by­waj dobre oce­ny, dostań się do dobre­go liceum, przy­łóż się do matu­ry, idź na dobre stu­dia na dobrej uczel­ni, zno­wu miej dobre oce­ny, żeby mieć dobry dyplom i zna­leźć dobrą pra­cę — to dobry prze­pis na to by być bar­dzo dobrym przy­kła­dem… prze­cięt­nia­ka uszczę­śli­wia­ją­ce­go całą swo­ją rodzi­nę. W prak­ty­ce to się w ogó­le nie spraw­dza, gdyż rynek pra­cy zmie­nił się dia­me­tral­nie od cza­su, gdy wkra­cza­li na nie­go nasi rodzi­ce. Dziś o wie­le mniej liczą się oce­ny, a o wie­le bar­dziej umie­jęt­no­ści.

Zaczynam bar­dziej doce­niać tro­skę bab­ci, któ­ra zawsze mnie pyta­ła czy nie chciał­bym być leka­rzem albo praw­ni­kiem. To trud­ne ścież­ki karie­ry, na któ­re nie każ­de­go stać, ale dają nadzie­ję, że przy­szłość nie będzie taka okrop­na i będzie moż­na sobie pozwo­lić na coś wię­cej niż prze­cięt­ne miesz­ka­nie w prze­cięt­nym blo­ku w śred­niej wiel­ko­ści mia­stecz­ku. Nie chcę war­to­ścio­wać ludzi na pod­sta­wie tego gdzie miesz­ka­ją czy jakim samo­cho­dem jeż­dżą, bo nie o to w tym cho­dzi. Mam na myśli ten spo­kój i poczu­cie kom­for­to­wej sta­bi­li­za­cji jakie dają sta­ła, pew­na pra­ca i przy­zwo­ite pie­nią­dze.

Uważam, że wyrzą­dzo­no nam krzyw­dę wpa­ja­jąc sys­tem war­to­ści, według któ­re­go każ­dy kto wybie­ra ścież­kę karie­ry patrząc przez pry­zmat pie­nię­dzy i stan­dar­du życia jest okrop­nym mate­ria­li­stą. Nikt nigdy tak nie mówił? Nie musiał. Każdy raz, gdy na pyta­nie „Po co mi to w życiu?” sły­sze­li­śmy, że powin­ni­śmy to wie­dzieć ze wzglę­du na to, by móc się nazy­wać wykształ­co­ny­mi ludź­mi, był gwał­tem na naszym prag­ma­ty­zmie. Wpajano nam w ten spo­sób model umy­sło­we­go kul­tu­ry­sty, któ­ry żyje tyl­ko po to by mieć wyćwi­czo­ny mózg i móc się nim w każ­dej sytu­acji pochwa­lić. Człowieka, któ­ry świet­nie roz­wią­zu­je krzy­żów­ki, cytu­je Mickiewicza z pamię­ci i zna śred­ni­cę Słońca, ale nie potra­fi samo­dziel­nie myśleć, a stan­dard jego życia naj­le­piej opi­su­je okre­śle­nie „z pogra­ni­cza pleb­su”.

Nie chcę za bar­dzo wcho­dzić w rolę inter­ne­to­we­go dema­go­ga, któ­ry lubi narze­kać na sys­tem i krzy­czeć, że rzą­dzi nami ban­da zło­dziei, któ­rym zale­ży na tym, by naród był głu­pi, bo taki­mi ludź­mi łatwiej mani­pu­lo­wać. Osobiście uwa­żam, że każ­dy czło­wiek jest odpo­wie­dzial­ny za sie­bie i za to jak pokie­ru­je swo­im życiem. Byłby lepiej, gdy­by nie był przez całą mło­dość kie­ro­wa­ny przez ludzi, któ­rzy sami czę­sto są zagu­bie­ni w swo­im życiu, ale kie­dyś nad­cho­dzi ten moment, kie­dy ma szan­sę powie­dzieć „Stop” i zacząć myśleć samo­dziel­nie.

Skupmy się jed­nak bar­dziej na ryn­ku pra­cy, któ­ry moc­no się zmie­nił. Może i cięż­ko w Polsce zdo­być dobrą pra­cę, a może to tyl­ko mit powta­rza­ny przez ludzi, któ­rzy zosta­li ukie­run­ko­wa­ni na sta­ry, nie­spraw­dza­ją­cy się już model, według, któ­re­go to wykształ­ce­nie jest głów­nym czyn­ni­kiem gwa­ran­tu­ją­cym zatrud­nie­nie. Jestem skłon­ny zało­żyć się o butel­kę dobrej whi­sky, że to jed­nak mit. Znam dwie gru­py ludzi – jed­ni mają bar­dzo przy­dat­ne umie­jęt­no­ści i czę­sto dosta­ją ofer­ty pra­cy od headhun­te­rów, a dru­dzy mają dobre wykształ­ce­nie i bar­dzo czę­sto wysy­ła­ją swo­je CV. Ci pierw­si nigdy nie narze­ka­ją na rynek pra­cy, ci dru­dzy robią to przy każ­dej roz­mo­wie.

Życie poka­zu­je, że mając pew­ne umie­jęt­no­ści łatwiej jest o pra­cę nawet bez dobre­go wykształ­ce­nia. A jesz­cze bar­dziej poka­zu­ją to rekru­ta­cje wewnętrz­ne w fir­mach, gdzie pra­wie nigdy nie poja­wia się jako wyma­ga­nie wykształ­ce­nie wyż­sze, nato­miast zawsze jest dłu­ga lista potrzeb­nych kom­pe­ten­cji. Kto kie­dyś pra­co­wał w fir­mie zatrud­nia­ją­cej wię­cej niż kil­ka­dzie­siąt osób, potwier­dzi moje sło­wa. A jakie umie­jęt­no­ści poja­wia­ją się naj­czę­ściej w ogło­sze­niach rekru­ta­cyj­nych?

Top 8 umie­jęt­no­ści dają­cych dobrą pozy­cję na ryn­ku pra­cy

1. Programowanie — to niby jed­na umie­jęt­ność, ale mogła­by zapeł­nić całą listę, bo łączy w sobie wie­le innych kom­pe­ten­cji; dzie­li się rów­nież na kil­ka róż­nych pro­ce­sów. Dziś pra­ca pro­gra­mi­sty jest potrzeb­na w wie­lu fir­mach, nie tyl­ko tych zaj­mu­ją­cych się stric­te two­rze­niem opro­gra­mo­wa­nia. Zapotrzebowanie na pro­gra­mi­stów pod­sy­ca­ją przede wszyst­kim nowe tech­no­lo­gie. Kiedyś pro­gra­mi­sta był koja­rzo­ny z zapusz­czo­nym oku­lar­ni­kiem w pasia­stym swe­ter­ku i podar­tych jean­sach. Dziś powi­nien koja­rzyć się raczej z oso­bą zara­bia­ją­cą znacz­nie wię­cej niż śred­nia kra­jo­wa, mają­cą wie­le per­spek­tyw zawo­do­wych. Nie od razu Rzym jed­nak zbu­do­wa­no i do takie­go pozio­mu trze­ba docho­dzić przez kil­ka lat, ale pierw­sza pra­cę moż­na pod­jąć po kil­ku mie­sią­cach nauki, bo jest w Polsce kil­ka firm, któ­re lubią zatrud­niać oso­by “zie­lo­ne”, ale chcą­ce nauczyć się kon­kret­ne­go języ­ka.

2. Analizowanie — podob­no uczą tego w szko­le. W grun­cie rze­czy to praw­da, bo prak­tycz­nie na każ­dym przed­mio­cie zda­rza­ło się coś zana­li­zo­wać. Najczęściej były to wier­sze, ale nie­ste­ty ich ana­li­za jest bez­war­to­ścio­wa na ryn­ku pra­cy — no, ale wykształ­co­ny czło­wiek powi­nien to umieć robić. Niemniej jed­nak zdol­no­ści ana­li­tycz­ne moż­na, a nawet trze­ba roz­wi­jać we wła­snym zakre­sie. W dobie urzą­dzeń mobil­nych fir­my, z któ­rych usług korzy­sta­my, zbie­ra­ją już ogrom­ne ilo­ści danych (spo­koj­nie, to nie zna­czy, że jesteś jakoś spe­cjal­nie inwi­gi­lo­wa­ny). To dzię­ki ana­li­ty­kom te fir­my są w sta­nie poda­wać nam cho­ciaż­by sper­so­na­li­zo­wa­ne ofer­ty i lepiej tra­fiać w nasze gusta ze swo­imi pro­duk­ta­mi. Poza tym, pra­cę ana­li­ty­kom dają prak­tycz­nie wszyst­kie zja­wi­ska eko­no­micz­no-spo­łecz­ne. Bez zdol­nych ana­li­ty­ków wie­le firm by po pro­stu upa­dło.

3. Excel, Access — dwa naj­nud­niej­sze pro­gra­my jakie moż­na zna­leźć w swo­im kom­pu­te­rze. Dwa pro­gra­my, któ­rych obsłu­ga na pozio­mie zaawan­so­wa­nym umoż­li­wia pra­cę za trzech. Choć każ­de­mu się wyda­je, że w mia­rę ogar­nia Excela i wie mniej wię­cej co moż­na robić w Accessie, to sta­ty­sty­ki poka­zu­ją, że pra­wie każ­dy jest w błę­dzie. VBA, kwe­ren­dy, MySQL — jeśli musisz uru­cho­mić Google, żeby móc powie­dzieć przy­naj­mniej pięć zdań o któ­rymś z tej trój­ki to zna­czy, że zde­cy­do­wa­nie nie jesteś nin­ja Excela i Accessa. Jeśli przed chwi­lą pomy­śla­łeś, że chy­ba coś mi się pomy­li­ło, bo jed­na rzecz z tej trój­ki nie do koń­ca pasu­je do tego punk­tu, to na pew­no masz pre­dys­po­zy­cje do zosta­nia nin­ja 🙂

4. Sprzedaż — pisa­łem już kie­dyś, że kto umie sprze­da­wać, ten nigdy nie będzie miał źle w życiu. Umiejętności sprze­da­żo­we przy­da­ją się nie tyl­ko w call cen­ter czy w pra­cy han­dlow­ca. Nawet inży­nier musi cza­sem sprze­da­wać, choć w jego przy­pad­ku nie będą to pro­duk­ty czy usłu­gi, a jego pomy­sły. A nauczy­ciel? On powi­nien być mistrzem sprze­da­ży, bo w prze­ciw­nym wypad­ku zanu­dzi swo­ich uczniów.

5. Szybkie przy­swa­ja­nie infor­ma­cji — cza­sem bywa tak, że na potrze­by jakie­goś spo­tka­nia, trze­ba w cią­gu kil­ku godzin przejść z pozio­mu total­nie zie­lo­ne­go gościa, do kogoś, kto spra­wia wra­że­nie eks­per­ta. Tu nie cho­dzi o to by być przy­go­to­wa­nym jak do kolo­kwium, ale raczej by nie pal­nąć jakiejś głu­po­ty na temat, o któ­rym jesz­cze dziś rano nie mia­ło się poję­cia. W zwy­kłej pra­cy ta umie­jęt­ność rów­nież się przy­da­je — kie­dy jest się nowym na jakimś sta­no­wi­sku lub w jakiejś fir­mie, trze­ba na praw­dę wie­le się nauczyć by móc spraw­nie wyko­ny­wać swo­ją pra­cę, a na tym prze­cież zale­ży pra­co­daw­cy, któ­ry nie będzie przez kil­ka mie­się­cy pła­cił całej pen­sji komuś, komu trze­ba na każ­dym kro­ku coś tłu­ma­czyć i za każ­dym razem spraw­dzać czy nie popeł­nił błę­dów.

6. Pozyskiwanie infor­ma­cji — kolej­ny temat rze­ka. Warto wypra­co­wać tri­ki, któ­re uła­twia­ją wyszu­ki­wa­nie pew­nych infor­ma­cji w jak naj­krót­szym cza­sie. To nie jest tak, że wszyst­ko moż­na zna­leźć w Google. Czasem trze­ba zaj­rzeć do usta­wy lub roz­po­rzą­dze­nia, cza­sem spraw­dzić czy dana sub­stan­cja jest legal­na w obro­cie, a cza­sem upew­nić się czy nasze­go pomy­słu ktoś wcze­śniej nie opa­ten­to­wał. Warto znać takie bazy, jak rów­nież w zależ­no­ści o zapo­trze­bo­wa­nia, umieć je szyb­ko prze­szu­ki­wać. Napisałbym jak to łatwo zro­bić, ale wte­dy mija­ło­by się to z celem, praw­da?

7. Wewnętrzny mena­dżer — kto nie potra­fi się zor­ga­ni­zo­wać, niech lepiej modli się o to, by był uzdol­nio­ny arty­stycz­nie, bo z pra­cy go szyb­ko wyrzu­cą. Kto spraw­nie pla­nu­je swój czas, panu­je nad swo­im oto­cze­niem, potra­fi wyzna­czać ambit­ne, ale i real­ne cele oraz potra­fi się moty­wo­wać, ten będzie się szyb­ko roz­wi­jał i odno­sił duże suk­ce­sy. Pewne typy oso­bo­wo­ści utrud­nia­ją bycie zor­ga­ni­zo­wa­nym, ale to nic dla praw­dzi­we­go mena­dże­ra, któ­ry potra­fi ogar­nąć nawet naj­bar­dziej nie­sfor­ne cha­rak­te­ry.

8. Umiejętności inter­per­so­nal­ne — w pew­nym sen­sie sprze­daż zali­cza się rów­nież do tego punk­tu, ale nie wszy­scy, któ­rzy dobrze sprze­da­ją potra­fią też słu­chać i odczy­ty­wać emo­cje z innych. Te umie­jęt­no­ści przy­da­ją się w rów­nym stop­niu w życiu pry­wat­nym i sto­sun­ko­wo łatwo się je naby­wa, o ile nie jest się zamknię­tym w sobie mru­kiem. Mimo tego i tak dla wie­lu pra­co­daw­ców zna­czą wię­cej niż wykształ­ce­nie.

Opanowanie całej ósem­ki jest bar­dzo pra­co­chłon­ne i może prze­wyż­szać zdol­no­ści wie­lu osób, ale nawet opa­no­wa­nie do eks­perc­kie­go pozio­mu dwóch wybra­nych z tej listy, daje napraw­dę dobre rezul­ta­ty.

Może to zbyt duży kubeł zim­nej wody dla osób, któ­re przez całe życie przy­kła­da­ły wagę do wykształ­ce­nia, ale bez tych umie­jęt­no­ści nawet dyplom reno­mo­wa­nej uczel­ni nie­wie­le zna­czy. Może gdy­by uświa­da­mia­no o tym ludzi w mia­rę wcze­śnie, to nie było­by tylu magi­strów sprze­da­ją­cych fryt­ki w McDonald’sie?

Share: