zrezygnować ze studiów

Temat nasunął mi się już jakiś czas temu, a że ostatnio często podobne pytania zadajecie mi w mailach, to postanowiłem poruszyć ten problem tutaj. Nie chcę jednak nikogo otwarcie namawiać do rezygnowania ze studiów. Chcę naświetlić kilka kwestii, o których rzadko się myśli podejmując decyzje dotyczące swojej kariery.

Kiedy ma się 18–19 lat wreszcie można samodzielnie decydować o swoim życiu. Często tym pierwszym decyzjom towarzyszy niepewność wynikająca z braku doświadczenia. Jeśli ta niepewność się nie pojawia, to albo jest się nastolatkiem z bogatym w trudne sytuacje życiorysem (co zdarza się raczej rzadko), albo kimś kompletnie nie zdającym sobie sprawy z tego czym są konsekwencje podejmowanych działań (co zdarza się częściej). Krótko mówiąc, niepewność jest w tym wieku rzeczą normalną.

Jest to też czas podejmowania teoretycznie najważniejszych decyzji o własnej karierze — dotyczących wyboru studiów i kierunku, w którym chce się rozwijać. Naturalnym odruchem jest szukanie porad u osób bardziej doświadczonych, mających więcej informacji o otaczającym nas świecie i większe rozeznanie na rynku pracy.  Prawdę mówiąc jesteśmy pierwszym pokoleniem, które może błyskawicznie zdobyć te dwa ostatnie przeszukując dostępne w internecie treści i dane.

Niewiele osób potrafi to jednak wykorzystać. A szkoda, bo korzystając z tych informacji często można podjąć rozsądniejsze decyzje niż korzystając z porad innych osób. Dlaczego tak uważam? Cóż, jeśli miałbym już cokolwiek zarzucać osobom udzielającym rad bazując na własnych doświadczeniach, to jest to skupianie się na sytuacjach z przeszłości, a nie na prognozowaniu przyszłości. W przypadku decyzji dotyczących kariery jest to dużym problemem.

Przyszłość, nie przeszłość

Nie oszukujmy się — świat bardzo zmienił się przez ostatnie 20–30 lat. Dla Twoich rodziców najlepszym sposobem na odniesienie zawodowego sukcesu i zapewnienie sobie dostatniego życia były studia. Dla Ciebie już niekoniecznie. Wtedy mało kto mógł pochwalić się wyższym wykształceniem, więc było ono czymś co wyróżniało i otwierało nowe szanse. Od tego czasu wiele uczelni zamieniło się w maszynki do produkcji magistrów; słabo przygotowanych do pracy, za to dużymi zasobami mało przydatnej wiedzy. Dyplom posiada mnóstwo osób, a potencjał do jego zdobycia ma niemal każdy, a jego wartość znacząco zmalała.

Patrząc nawet w krótszej perspektywie czasowej można dostrzec dynamikę zmian w gospodarce. Wiele obecnie dobrze płatnych zajęć nie istniało jeszcze 10–15 lat temu. Chociażby z tego względu, podejmując decyzje dotyczące przyszłości swojej kariery nierozsądnym jest bazowanie w głównej mierze na doświadczeniach. Takie rady były dobre 100, może 50 lat temu, ale nie w bardzo zmiennych realiach XXI wieku.

Wybierając kierunek w którym chcesz się rozwijać nie powinieneś spoglądać na to jak wygląda rynek pracy dzisiaj, ale na to jak możliwie będzie on wyglądał za 5, 10 czy 20 lat, kiedy będziesz odczuwać realne skutki swoich pierwszych decyzji. Oczywiście nikt nie jest wróżką i nie przewiduje przyszłości, ale kierunki, w których rozwija się świat dostrzec może każdy.

A w kontekście studiów od lat wygląda to tak, że wzrasta zapotrzebowanie na ludzi z wiedzą techniczną i ekonomiczną, a spada na ludzi z wiedzą humanistyczną. Do tego systematycznie wartość wyższego wykształcenia spada, a rośnie znaczenie zarówno twardych, jak i miękkich umiejętności. Bardziej od ludzi o charyzmie beżowej lamperii, którzy bez cienia zaangażowania przesiedzieli 5 lat w ponurych salach polskich uczelni, ceni się osoby, które od samego początku kariery zdobywają doświadczenie pracując nad różnymi projektami.

Nie każdy musi być super “wykształcony”

Uważam, że naszemu pokoleniu wmówiono, że musi posiadać wyższe wykształcenie. Nawet jeśli ono do niczego się w przyszłości nie przyda, nawet jeśli go nie potrzebujemy, to powinniśmy je mieć, bo tak trzeba (było 30 lat temu). Zdobywanie wiedzy jest oczywiście dobrym nawykiem, jeśli wynika to z pasji do jakiejś dziedziny i potrzeby samorealizacji. Kiedy robi się to tylko dlatego, bo ktoś nam kazał, to traci się cały sens kształcenia i zwyczajnie marnuje czas.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że wiele osób idzie na studia głównie z potrzeby dowartościowania siebie, albo swoich rodziców. Obserwuję czasem różne dyskusje i widzę, że często, gdy kończą się argumenty zaczynają się wywody o posiadanym wykształceniu, tak jakby to ono stanowiło o czyjejś racji. Smutną rzeczywistością stali się ludzie o wyjątkowo zacietrzewionych i zamkniętych umysłach legitymujący się wyższym wykształceniem, które jedyne co zmieniło w ich życiu, to podbiło ego.

Dyplom magistra tylko teoretycznie uprawnia kogoś do nazywania się człowiekiem wykształconym i mądrym.

Czy to wszystko znaczy, że ludzie powinni masowo rezygnować ze studiów i podążać własnymi ścieżkami? Bynajmniej. Bill Gates, Steve Jobs czy Mark Zuckerberg rzeczywiście rzucili studia mając po 20 lat i w krótkim czasie dorobili się milionów. Jednak nie zrezygnowali ze studiów po to by całymi dniami grać na konsoli i zastanawiać się co chcą robić w życiu, ale po to by zająć się własnym biznesem. Nie zostaniesz kolejnym Markiem Zuckerbergiem rzucając studia, to tak nie działa.

Lepiej zrezygnować ze studiów?

Z własnego doświadczenia wiem, że wiele osób jest niezadowolonych ze swoich studiów i chciałoby coś w swoim życiu zmienić. Dla części z nich zrezygnowanie ze studiów będzie najlepszym rozwiązaniem, ale większość nie jest na to gotowa i nie powinna tego robić. Rozważając taką decyzję trzeba przede wszystkim wziąć pod uwagę swoją osobowość i możliwości jakie posiada się w konkretnym momencie.

Sam należę do ludzi z osobowością typu ESTP, którym wyjątkowo nie po drodze z tak skostniałymi i bezdusznymi instytucjami jakimi są uczelnie. Jednak nawet ja muszę przyznać, że nie za każdym razem (tak, zrobiłem to kilka razy) rezygnując ze studiów postępowałem rozsądnie, gdyż przeceniałem swoje możliwości. Trudno nie popełnić tego błądu, jeśli doskwiera niechęć do swoich studiów. Pojawia się wtedy podejście “jakoś to będzie, dam sobie przecież radę”, które jest najczęstszym zwiastunem porażki. Nie o to chodzi, by racjonalizować swoje wybory, ale o to by były one racjonalne.

Cały sens rezygnowania ze studiów tkwi w posiadaniu alternatywnego pomysłu na siebie i podjęciu ryzyka wiążącego się z jego realizacją. Jeśli jesteś osobą, która nie boi się ryzyka i potrafi coś w swoim życiu zrobić nie podążając utartymi szlakami, to nie ma sensu robić tego na co nie masz ochoty. Rezygnując ze studiów prawdopodobnie poczujesz się jak ptak wypuszczony z klatki po bardzo długim czasie. Jeśli jednak tego co czujesz intuicyjnie nie potrafisz potwierdzić jakimiś dokonaniami, to lepiej skorzystaj z alternatywnych rozwiązań. Studia można zmienić lub korzystać z innych sposobów na ich dobre wykorzystanie (wpisy podlinkowane na dole) przy okazji odnajdując pomysł na siebie.

Twoje otoczenie nie powinno decydować o Twoim życiu

Rezygnując ze studiów trzeba też liczyć się z krytyką ze strony najbliższych, rodziny. Liczyć, nie obawiać. Jeśli chcesz być dorosłym człowiekiem musisz umieć podejmować samodzielne decyzje. Dorosłość właśnie polega na byciu niezależnym od zdania innych ludzi. Nie możesz sobie pozwalać na to, by jedynym co Cię blokuje przed życiem po swojemu było czyjeś zdanie. Jeśli to prawdzie bliskie Ci osoby, to mimo, że postąpisz niezgodnie z ich oczekiwaniami, będą stały za Tobą murem. A jeśli nie staną za Tobą murem, to nigdy nie były dla Ciebie bliskie.

Smutno mi się robi, gdy spotykam fantastyczne młode osoby, które mogłyby robić wspaniałe rzeczy, ale które tych rzeczy nie robią, bo pozwalają swojemu otoczeniu decydować za nich, obawiając się, że zostaną odrzucone za bycie niezależnymi. Jeśli chcesz w życiu choć trochę opuścić utarte szlaki, to musisz się oswoić z krytyką. Tylko ludzie żyjący w nudny, standardowy sposób krytyki otoczenia nie zaznają.


Te teksty mogą Cię zainteresować:

Jak mądrze wykorzystać studia?

Jak mądrze wykorzystać studia? (część 2)

Dlaczego Ci się nic nie chce?

Share: