Czasem mam tak, że po­tra­fię przez kil­ka ty­go­dni cią­gle za­czy­nać nowe tek­sty, ale nie koń­czyć żad­ne­go. Wpadać na nowe po­my­sły, spi­sy­wać spo­strze­że­nia, ro­bić re­se­ar­ch, ale nie móc do­sta­tecz­nie się skon­cen­tro­wać by nadać ar­ty­ku­ło­wi od­po­wied­nią for­mę. Tak mia­łem wła­śnie ostat­nio. Aż do wczo­raj kie­dy pe­wien te­mat roz­grzał mnie na tyle, że moje my­śli ufor­mo­wa­ły się w tek­st nie­mal od razu go­to­wy do pu­bli­ka­cji.

A co tak bar­dzo mnie po­ru­szy­ło? Krytykanctwo. I to w miej­scu, w któ­rym naj­mniej się go spo­dzie­wa­łem, bo wśród wi­dow­ni Krzysztofa Gonciarza. Sam do wi­dzów Krzysia od ja­kie­goś cza­su się za­li­czam, bar­dzo ce­nię wy­so­kiej ja­ko­ści ma­te­ria­ły ja­kie two­rzy na swo­ich ka­na­ła­ch YouTube. Niejednokrotnie mnie in­spi­ro­wa­ły. Mam też świa­do­mo­ść, że spo­łecz­no­ść zgro­ma­dzo­na wo­kół tego twór­cy jest ra­czej otwar­cie na­sta­wio­na do świa­ta, z ni­skim od­set­kiem mal­kon­ten­tów. Dlatego tak bar­dzo zdu­mia­ła mnie re­ak­cja na wczo­raj­szy film pro­mo­cyj­ny jego no­we­go pro­jek­tu.

Pokrótce mó­wiąc, Krzyś za­po­wia­dał przez ostat­nie mie­sią­ce stwo­rze­nie skle­pu, w któ­rym opró­cz jego ksią­żek zna­la­zły­by się tak­że pro­duk­ty stwo­rzo­ne przez kre­atyw­ne oso­by na­le­żą­ce do jego spo­łecz­no­ści. Wczoraj ofi­cjal­nie wy­star­to­wał taki wła­śnie sklep, NAEBA. Zostałby pew­nie cie­pło przy­ję­ty, gdy­by nie… cena ko­szu­lek w nim do­stęp­ny­ch, któ­ra zbul­wer­so­wa­ła spo­łecz­no­ść. Wystarczy tyl­ko rzu­cić okiem na ko­men­ta­rze pod tym po­stem, by zo­rien­to­wać się, że zde­cy­do­wa­na więk­szo­ść z nich do­ty­czy wła­śnie ceny. Poniżej kil­ka z nich:




100 zł za T-shirt to dużo, ale…

Krzysztof, sprze­da­łeś się. Kto to wi­dział sprze­da­wać ko­szul­ki za 100zł? Jak tak moż­na? Teraz po uli­ca­ch będą bie­ga­ły dzie­cia­ki bez ko­szu­lek, bo ich ro­dzi­ców nie bę­dzie na nie stać, a Ty bę­dzie­sz sie­dział so­bie na wor­ku pie­nię­dzy i za­kła­dał zło­te klam­ki w miesz­ka­niu. A nie. Czekaj. To jed­nak nie tak dzia­ła. W su­mie ko­szul­ki z na­dru­kiem to nie jest coś nie­zbęd­ne­go do ży­cia jak chleb czy le­kar­stwa. Nikt nie umrze jak nie do­sta­nie Twojego T-shir­tu. Chyba.

Mówiąc już cał­kiem po­waż­nie, cena (jak i za­pew­ne mar­ża) tych ko­szu­lek jest re­la­tyw­nie wy­so­ka. Nie moż­na by­naj­mniej tego utoż­sa­miać z za­chłan­no­ścią i chci­wo­ścią sa­me­go twór­cy. Podobnie jak nie po­win­no się utoż­sa­miać ceny ja­kie­goś pro­duk­tu wy­łącz­nie z kosz­ta­mi jego wy­two­rze­nia (a tak wie­lu ko­men­ta­to­rów czy­ni). Cenę kształ­tu­je znacz­nie wię­cej czyn­ni­ków, w tym po­pyt czy ob­ra­na stra­te­gia mar­ke­tin­go­wa.

Nie tak daw­no temu, bo z oka­zji Black Friday, Krzyś in­for­mo­wał o bar­dzo wy­so­kim po­py­cie na inny pro­dukt w jego skle­pie (po­dusz­kę w kształ­cie pie­roż­ka czę­sto po­ja­wia­ją­cą się w jego vlo­ga­ch). Nadwyżka po­py­tu nad po­da­żą to ide­al­na sy­tu­acja z punk­tu wi­dze­nia przed­się­bior­cy, by pod­nie­ść cenę i za­ro­bić wię­cej. Ale tak w tym przy­pad­ku się nie sta­ło. Gdzie w ta­kim ra­zie ta za­chłan­no­ść?

Inna kwe­stia to ob­ra­na stra­te­gia mar­ke­tin­go­wa w przy­pad­ku ko­szu­lek. Od sa­me­go po­cząt­ku ko­mu­ni­ko­wa­no, że kła­dzio­ny jest na­ci­sk na ja­ko­ść i eks­klu­zyw­no­ść pro­duk­tu. Widownia Krzysia naj­wy­raź­niej nie ro­zu­mie, że na tym po­le­ga eks­klu­zyw­no­ść, że coś nie jest w za­się­gu wszyst­ki­ch. Tak jak Ferrari jest eks­klu­zyw­nym sa­mo­cho­dem, bo mało kto może so­bie po­zwo­lić na jego za­kup czy na­wet wy­po­ży­cze­nie.

Wszystko dla pieniędzy!

Internauci za­rzu­ca­ją Gonciarzowi, że wbrew temu co czę­sto wy­krzy­ku­je jed­na z wy­kre­owa­ny­ch przez nie­go po­sta­ci bar­dzo się sko­mer­cja­li­zo­wał i do­ro­bił otocz­kę do swo­jej chci­wo­ści. Cóż, na­le­ża­ło­by za­dać so­bie py­ta­nie, któ­re mar­ki odzie­żo­we osią­ga­ją więk­sze zy­ski ze swo­jej dzia­łal­no­ści: czy te sprze­da­ją­ce ta­nią odzież do­stęp­ną dla wszyst­ki­ch, czy te tra­fia­ją­ce wy­łącz­nie do osób za­moż­ny­ch. Nie trze­ba mieć dok­to­ra­tu z eko­no­mii, by stwier­dzić, że wię­cej moż­na za­ro­bić sprze­da­jąc sła­bej ja­ko­ści ta­nie ko­szul­ki dla mas, niż ofe­ru­jąc te na któ­re stać tyl­ko ko­goś z za­sob­nym port­fe­lem.

I kie­dy prze­my­śli się wszyst­kie ar­gu­men­ty po­ja­wia­ją­ce się w ko­men­ta­rza­ch oka­że się, że nie mają one sen­su. Pozostaje więc są­dzić, że nie mają nic wspól­ne­go z kon­struk­tyw­ną, me­ry­to­rycz­ną kry­ty­ką, a je­dy­nie z po­pra­wą na­stro­ju oso­bom, któ­re na za­kup tych T-shir­tów nie mogą so­bie po­zwo­lić. Podejrzewam, że jako twór­ca Krzysztof przy­wy­kł do kry­ty­kanc­twa, ale taka ska­la zja­wi­ska go za­sko­czy­ła, po­dob­nie jak mnie.

Samemu pro­jek­to­wi de fac­to nie moż­na nic za­rzu­cić. Jakość re­ali­za­cji na wy­so­kim po­zio­mie, cie­ka­wa hi­sto­ria przy oka­zji zo­sta­ła opo­wie­dzia­na. Tylko gru­pa do­ce­lo­wa oka­za­ła się nie­tra­fio­na, ale tego się chy­ba nikt nie spo­dzie­wał.


Przeczytaj także: