Jesteś na imprezie, gadasz z kumplem o pierdołach. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, temat schodzi na to jak małym wysiłkiem zapewnić sobie duży zysk. A to twój znajomy mówi, że ktoś zarabia 40 tys. na sprzedawaniu kurczaków przed klubami, z kolei sąsiad opowiadał ci rano na klatce o facecie, który eksportuje kogucie grzebyki do Chin i sprzedaje jako rarytas. Od słowa do słowa nagle wpadasz (wpadacie) na świetny pomysł na biznes.

Już jesteś podekscytowany, liczysz hajs jaki na tym skosisz, widzisz jak kobiety wsiadają do twojego lambo zanim zdążysz się do nich odezwać, zastanawiasz się czy wolisz mieszkać na Manhattanie, czy raczej na Long Island. Ale nigdy tego pomysłu nie zrealizujesz. Dlaczego?

Bo jak milion innych niedoszłych przedsiębiorców, dopadnie cię słomiany zapał. W pewnym momencie przyjdą wątpliwości albo pochwalisz się swoim pomysłem komuś kto go skrytykuje i ekscytacja zacznie się z ciebie ulatniać jak uśmiech z twarzy premiera po pytaniu Moniki Olejnik na ostatniej konferencji prasowej. Po dłuższym czasie stwierdzisz, że pomysł był totalnie do dupy i dobrze, że szybko ci przeszło, bo mogłeś tylko stracić pieniądze i czas. Jednak wizja, która wyświetliła się w twojej głowie, nadal w niej pozostała i pojawia się w snach lub przy kolejnych rozmowach o biznesie.

Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale gdyby nie słomiany zapał, to nie czytałbyś teraz tego tekstu, tylko odbywał długi rejs jachtem po Karaibach, popijał trzydziestoletniego Macallana i zastanawiał się gdzie ulokować te wolne 10 milionów dolarów. Każdy wpada na genialne pomysły, tylko garstka ludzi ośmiela się wprowadzić je w życie. Problem w tym, że nigdy nie wiesz, że pomysł jest genialny dopóki nie dostaniesz za niego pierwszych pieniędzy, a nie dostaniesz ich nigdy, jeśli za każdym razem wpadniesz w słomiany zapał.

Lekarstwo

Najlepszym znanym mi sposobem walki z tą przypadłością jest korzystanie ze złapanego flow. Kiedy wpada ci do głowy świetny pomysł, rzuć wszystko co robisz i zapisz swoje myśli na kartce. Masz? To teraz przeczytaj wszystko. Dalej wydaje się dobre? Pomyśl jak to zrealizować, zacznij planować. Nie myśl o tym co możesz osiągnąć dzięki temu, skup się na konkretnych działaniach, a nie rozmyślaniu. Jeśli trzeba zarwij noc. Albo dwie. Jeśli ktoś zapyta cię dlaczego olewasz wszystko inne, powiedz tylko „zobaczysz jak skończę” i rób dalej swoje. Za wszelką cenę nie daj nikomu skrytykować swojego pomysłu. Sam też nie myśl o nim krytycznie. Na to przyjdzie jeszcze czas.

Prędzej czy później twoje flow się wyczerpie, ale to będzie moment, w którym będziesz mógł sobie pogratulować – pokonałeś najtrudniejszą barierę, słomiany zapał. Prawdopodobnie zorientujesz się też, że tydzień poświęcony na pracę nad pomysłem minął ci jak jeden dzień i, że praca nigdy nie sprawiała takiej przyjemności. To naturalny odjazd, jedna z najlepszych emocji. Czytałem kiedyś, że chirurdzy łapiący silne flow w trakcie trudnej operacji nie zauważają nawet jak z sufitu odrywa się tynk i spada pół metra od nich.

Nie przejmuj się wątpliwościami

…bo jeśli złapałeś flow, to znaczy, że zadanie, przed którym stoisz jest trudne, ale potrafisz je wykonać. Psychologowie wykluczają pojawienie się tego stanu, jeśli czynność jest zbyt trudna. W pewnym momencie na pewno najdą cię wątpliwości, spadek wiary w siebie. Twoi obowiązkiem jest je oddalić. Jeśli są istotne to wrócą do ciebie jak skończy się flow, a jeśli nie są, to poświęcając im uwagę mogłeś tylko się zniechęcić. Możliwe, że dostaniesz krytykę z zewnątrz. Olej ją całkowicie, bo ktoś, kto nie zapłacił ani złotówki za twoją pracę i zaangażowanie, nie ma prawa podcinać ci skrzydeł. I nie wierz w bzdury typu „ja tylko chcę ci doradzić” – to zazdrość, nie altruizm. Zazdrość o to, że robisz coś, czego tamta osoba boi się zrobić.

Ja tak właśnie postępuję. Ten tekst skończyłem pisać koło 3:30, na pomysł wpadłem jakieś dwie godziny wcześniej. Dziś po południu zrobiłem tylko korektę. Bloga też otwierałem pracując nad nim godzinami bez przerwy.

Jak powiedział Hemingway: „pisz po pijaku, poprawiaj na trzeźwo.”

Przeczytaj także: