którym się chce

Od kil­ku lat dość namięt­nie prze­glą­dam ran­kin­gi naj­więk­szych firm i naj­bo­gat­szych ludzi. Nie jest to lek­tu­ra zbyt emo­cjo­nu­ją­ca, ale moż­na z niej wycią­gnąć wie­le cie­ka­wych wnio­sków o tema­ty­ce biz­ne­so­wej i eko­no­micz­nej. Tak się skła­da, że cał­kiem nie­daw­no poja­wił się nowy ran­king naj­bo­gat­szych Polaków wg Forbesa, w któ­rym nie spo­sób nie zauwa­żyć zmia­ny na pozy­cji lide­ra.

Czytając arty­kuł o Dominice i Sebastianie Kulczykach przy­po­mnia­ły mi się sło­wa, któ­re ich ojciec powie­dział kie­dyś dzien­ni­ka­rzom: “Karanie ludzi za to, że wcze­śniej wsta­ją, wię­cej się uczą, wię­cej ryzy­ku­ją i dla­te­go wię­cej zara­bia­ją, jest nie­mo­ral­ne.”

Była to odpo­wiedź na pyta­nie doty­czą­ce zwięk­sze­nia staw­ki podat­ko­wej dla ludzi naj­bo­gat­szych. Wiele osób jed­nak myl­nie inter­pre­tu­je tą wypo­wiedź (błąd odwró­co­nej impli­ka­cji), stąd poja­wi­ło się mul­tum komen­ta­rzy w sty­lu “Nieprawda, ja wcze­śnie wsta­je, cią­gle się uczę i pra­cu­ję, a nie jestem boga­ty”. Cóż, ja mam tak samo, ale nie mogę oprzeć się wra­że­niu, że zapo­mnia­no tu o dwóch waż­nych czyn­ni­kach: wspo­mnia­nym przez Jana Kulczyka ryzy­ku i cza­sie.

Ryzyko to nie­od­łącz­ny ele­ment każ­de­go biz­ne­su, a przede wszyst­kim chleb powsze­dni każ­dej oso­by, któ­ra chce coś w życiu osią­gnąć. Przybiera róż­ne for­my, od utra­ce­nia korzy­ści, któ­re moż­na by osią­gnąć bez­piecz­ną dro­gą, po stra­tę wszyst­kie­go co się posia­da łącz­nie z zaufa­niem naj­bliż­szych osób. Osobiście uwa­żam, że to więk­szy cię­żar dla czło­wie­ka niż pra­co­wa­nie po 16 godzin dzien­nie i wsta­wa­nie kie­dy za oknem jest jesz­cze ciem­no, a tem­pe­ra­tu­ra poza łóż­kiem jest o jakieś 20 stop­ni niż­sza. Nie zro­zu­mie tego nikt, kto naj­więk­sze ryzy­ko w życiu podej­mo­wał, gdy posta­no­wił zło­żyć komo­dę z Ikei bez czy­ta­nia instruk­cji.

Ze zro­zu­mie­niem jak waż­nym aspek­tem jest czas, jest jesz­cze trud­niej. Chyba wszy­scy mamy zami­ło­wa­nie do cho­dze­nia na skró­ty. Jaramy się histo­ria­mi ludzi, któ­rzy zaro­bi­li milio­ny przed trzy­dziest­ką, kupu­je­my losy na lote­rii, klnie­my na poli­ty­ków, bo w bar­dziej roz­wi­nię­tych kra­jach zara­bia się wię­cej na zmy­wa­ku niż u nas pra­cu­jąc w biu­rze. Chcemy tak szyb­ko się doro­bić, że nie myśli­my o tym, że nie wystar­czy cięż­ko pra­co­wać przez 100 dni by coś osią­gnąć. Nie podo­ba nam się wizja wsta­wa­nia wcze­śnie rano, pra­co­wa­nia po kil­ka­na­ście godzin, dokształ­ca­nia się i ryzy­ko­wa­nia przez 10 000 dni. Ma być tu i teraz, a jak nie ma to zna­czy, że ktoś zawi­nił.

Spotkałem w życiu wie­le takich osób, któ­re pró­bo­wa­ły mnie prze­ko­nać, że nie da się w taki spo­sób osią­gnąć suk­ce­su, że trze­ba mieć jesz­cze szczę­ście, czyn­nik, któ­re­go więk­szo­ści bra­ku­je. Problem w tym, że nigdy nie wia­do­mo czy będzie się mia­ło to szczę­ście czy nie. Większość ludzi uzna­je, że nie ma w życiu szczę­ścia, więc też cięż­ka pra­ca na swo­je osią­gnię­cia nie ma sen­su. Ale zaraz, czy sko­ro nie wia­do­mo czy się poszczę­ści czy nie (w koń­cu nikt nie jest wróż­bi­tą Maciejem, któ­ry potra­fi prze­po­wie­dzieć czy szczę­ście się odwró­ci czy nie), to czy w takim razie decy­zja o pod­ję­ciu wzmo­żo­nych dzia­łań nie jest tak napraw­dę pod­ję­ciem pew­ne­go ryzy­ka? Tak, bo ryzy­ku­je­my to, że mogli­by­śmy leżeć na kana­pie i oglą­dać tele­wi­zor, kie­dy będzie­my pra­co­wać.

Jeśli ktoś nie podej­mu­je takie­go ryzy­ka, to zna­czy, że po pro­stu mu się nie chce. I to jest ten bra­ku­ją­cy czyn­nik, a nie szczę­ście. Bo moż­na wyli­czać przy­kła­dy osób, któ­re dużo osią­gnę­ły, a nie mia­ły zawsze szczę­ścia, za to wiel­kie chę­ci, ale nigdy jesz­cze nie było czło­wie­ka, któ­re­mu by się nie chcia­ło, ale miał szczę­ście i wie­le by mu się uda­ło.

Nie dosta­niesz nic lep­sze­go, niż to na co będzie ci się chcia­ło zapra­co­wać

Każdy z nas od począt­ku swo­je­go życia uważ­nie obser­wu­je ota­cza­ją­cy go świat. W ten spo­sób uczy­my się jak w nim funk­cjo­no­wać, jak postę­po­wać, jak żyć, ale dostrze­ga­my też, że jed­ne sce­na­riu­sze życio­we są dla nas bar­dziej pocią­ga­ją­ce niż inne. Tak zaczy­na­my two­rzyć listę swo­ich marzeń. Nie da się ich zge­ne­ra­li­zo­wać, ponie­waż nie tyle co dla każ­de­go są inne, co każ­dy z nas two­rzy swo­ją listę na pod­sta­wie inne­go ukła­du odnie­sie­nia, na któ­ry skła­da się nie tyl­ko sytu­acja mate­rial­na, ale tak­że rela­cje z bli­ski­mi, oso­bo­wość, pasje. Jedyne co zawsze mają wspól­ne to to, że ich zre­ali­zo­wa­nie jest trud­ne i pra­co­chłon­ne na tyle by usły­szeć wie­lo­krot­nie od oto­cze­nia “to się nie uda, nie doko­nasz tego”.

Abstrahując od róż­nych moty­wa­cji tych słów, trze­ba przy­znać, że prę­dzej czy póź­niej powo­du­ją, że zaczy­na­my ukła­dać listę rze­czy, któ­re nam w życiu zwy­czaj­nie wystar­czą. Nie jest to plan B, jest to plan mini­mum. Zamiast rezy­den­cji w Kalifornii, trzy­po­ko­jo­we miesz­ka­nie odzie­dzi­czo­ne po rodzi­cach. Zamiast zarzą­dza­nia mię­dzy­na­ro­do­wą spół­ką, sta­no­wi­sko śred­nie­go szcze­bla w fabry­ce tele­wi­zo­rów. Zamiast wypra­wy dooko­ła świa­ta, waka­cje last minu­te w Egipcie. To nic złe­go mieć uło­żo­ną w gło­wie i taką listę. Źle dzie­je się, gdy zaczy­na­my zde­rzać się z bru­tal­ną rze­czy­wi­sto­ścią i docie­ra do nas jakim tru­dem będzie oku­pio­ne speł­nie­nie naszych marzeń, wte­dy zaczy­na nas kusić plan mini­mum. Zakłada on, że nasze życie nie będzie tak spek­ta­ku­lar­ne jak życie osób, któ­rych życio­ry­sy tak namięt­nie śle­dzą media, a naj­cie­kaw­sze jego momen­ty nie znaj­dą się w opa­słych tomach sprze­da­wa­nych w tysią­cach egzem­pla­rzy, a co naj­wy­żej w Chwili dla Ciebie pomię­dzy histo­ryj­ka­mi koń­czą­cy­mi się sło­wa­mi “śmie­chu było co nie mia­ra” i prze­pi­sa­mi na ser­nik, ale będzie to wariant bez­piecz­ny, w któ­rym wystar­czy zdo­być jakieś tam wykształ­ce­nie i wyko­ny­wać mało odpo­wie­dzial­ną pra­cę przez 40 godzin tygo­dnio­wo. Bezpiecznie i bez pono­sze­nia ryzy­ka. Z mini­mal­nym wysił­kiem.

Życie jest jed­nak w tym aspek­cie bar­dzo spra­wie­dli­we. Jeśli komuś chce się reali­zo­wać tyl­ko plan mini­mum, ten naj­wy­żej osią­gnie tyl­ko to co w pla­nie mini­mum zało­żył. Komu jed­nak będzie się chcia­ło podej­mo­wać trud pra­cy na wła­sne marze­nia, ten być może je zre­ali­zu­je. Wielkie rze­czy moż­na osią­gnąć tyl­ko robiąc wiel­kie rze­czy. Mistrzem zawsze zosta­je ten, kto był naj­lep­szy, a nie kto był prze­cięt­ny, ale mu się poszczę­ści­ło.

Nikt ci nie da gwa­ran­cji, że osią­gniesz suk­ces cięż­ko pra­cu­jąc, ale pra­cu­jąc prze­cięt­nie masz gwa­ran­cję, że suk­ce­su nigdy nie osią­gniesz.

Studenci, któ­rym się chce

Przyznam, że nie zawsze chcia­ło mi się cięż­ko pra­co­wać na swo­ją przy­szłość. Całe liceum prze­trwa­łem na raczej prze­cięt­nych oce­nach, do matu­ry też jakoś spe­cjal­nie się nie przy­go­to­wy­wa­łem (ta na szczę­ście nie poszła mi źle). Z cza­sem dostrze­głem jed­nak, że jest to dro­ga do życia, któ­re­go nie chcę i zaczą­łem wię­cej robić dla swo­jej przy­szło­ści, a tak­że bar­dziej doce­niać ludzi, któ­rym się chce coś wię­cej. Wstąpiłem do Samorządu Studentów, uczest­ni­czy­łem w wie­lu szko­le­niach i sta­ra­łem się jak naj­wię­cej czy­tać w wol­nym cza­sie. Zauważyłem też, że takich stu­den­tów jak ja nie ma zbyt wie­lu, zale­d­wie kil­ku­set w ska­li całej uczel­ni. Większość woli iść pla­nem mini­mum, wol­ny czas spę­dzać oglą­da­jąc seria­le, a pro­po­zy­cje wszel­kiej aktyw­no­ści poza obo­wiąz­ka­mi omi­jać sze­ro­kim łukiem.

Wiem też z doświad­cze­nia, że nic tak nie budu­je chę­ci dal­sze­go dzia­ła­nia niż nie tyle osią­gnię­cia co poczu­cie bycia doce­nia­nym za to co się robi. A stu­den­tów, któ­rym się chce robić coś wię­cej niż plan mini­mum, jest za co doce­niać. Dlatego bar­dzo ucie­szy­łem się, kie­dy Niezależne Zrzeszenie Studentów Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu popro­si­ło mnie o obję­cie patro­na­tem VIII edy­cji ich pro­jek­tu Studencki Nobel.

Jest to kon­kurs, któ­ry ma na celu wyło­nić naj­zdol­niej­szych i naj­ak­tyw­niej­szych stu­den­tów w Polsce. Jest to świet­na oka­zja do tego by zapre­zen­to­wać swo­je dzia­ła­nia, zostać doce­nio­nym i zauwa­żo­nym przez świat biz­ne­su, a tak­że zgar­nąć atrak­cyj­ne nagro­dy. Aby zgło­sić się do udzia­łu w kon­kur­sie wystar­czy do koń­ca mar­ca wypeł­nić for­mu­larz kon­kur­so­wy dostęp­ny na stro­nie Studenckiego Nobla. Zgłaszać moż­na się oczy­wi­ście z całej Polski, nie tyl­ko z Wrocławia. Nie waż­ne czy stu­diu­jesz eko­no­mię, pra­wo czy bio­lo­gię, bo kon­kurs jest dla wszyst­kich stu­den­tów, dla­te­go każ­de­go kto robi choć tro­chę wię­cej niż musi zachę­cam do wzię­cia udzia­łu. Więcej infor­ma­cji znaj­dzie­cie na stro­nach inter­ne­to­wych NZSu i same­go kon­kur­su (wystar­czy klik­nąć w logo­ty­py na dole).

którym się chcektórym się chce

Share: