studia

Dwanaście miesięcy temu, tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego uruchomiłem edytor tekstowy i zacząłem pisać. W kilkadziesiąt minut udało mi się spłodzić blisko 1000 słów, które uformowały się w Jak mądrze wykorzystać studia, czyli artykuł, który w nieco ponad miesiąc przeczytało prawie 10 tys. osób. Na tobie ta liczba może nie robić większego wrażenia, ja jednak byłem zachwycony, bo oznaczało to dla Wyższego Biegu wzrost o kilkaset procent. Nie spodziewałem się jednej rzeczy — tego jak po 12 miesiącach będę chciał zmienić ten tekst, jak zmieni się moje postrzeganie studiów.


To co zaraz przeczytasz nie będzie jednak nową wersją tego tekstu. To część druga, bardziej zaawansowana. O ile pierwszy tekst pisałem z myślą o osobach, które właśnie wybierały się na studia, o tyle ten jest dla osób, które już na tych studiach są i zaczynają dostrzegać pewne patologie w panującym systemie, przez co myślą intensywniej o swojej przyszłości.

Do trzech razy studia?

Mało osób o tym wie, ale będę właśnie rozpoczynał swoje trzecie studia. I to nie licząc roszady, którą wykonałem w wakacje po maturze, kiedy to zmieniłem kierunek studiów chyba z trzy razy. Dla wielu osób z mojego otoczenia jest to niezrozumiałe, bo przyjęło się przekonanie, że to czego się podejmujemy doprowadzamy do końca nawet jeśli to nam przestało odpowiadać oraz, że lepszy jest magister na papierze niż duża wiedza w głowie, albo raczej, że w życiu łatwiej jest z magistrem.

To drugie nawet potwierdzają najbogatsi ludzie świata, m.in. Bill Gates, który po kilkudziesięciu latach otrzymał tytuł honoris causa Harvardu (który rzucił by założyć Microsoft) i powiedział, że cieszy się, że może w swoim CV wpisać dyplom renomowanej uczelni, bo na pewno pomoże mu to w znalezieniu pracy. Tak, wiem że nie każdy kto rzuci studia by otworzyć firmę dostanie się na listę najbogatszych ludzi. Niemniej jednak uważam za fałszywy model, w którym przedsiębiorca bez studiów to 40-letni jełop z wąsem w kamizelce ze sztruksu i telefonem przypiętym do paska, sprzedający “orginalne nju balanse” na bazarze, a taki stereotyp niestety mamy w Polsce.

Tak samo uważam, że nie ma nic złego w tym by studia rzucić, bądź zmienić. Szczerze powiedziawszy to znam wiele osób, które zmieniły swoje studia po pierwszym roku, oraz kilka, które ze studiami się pożegnały całkowicie już po pierwszych kilku tygodniach. To co powiem może być dla niektórych przykre, ale prawda jest taka, że 19 lat to nie jest dobry wiek na to by ustalać swoją ścieżkę życiową, z tego względu, że mentalnie jest się jeszcze w liceum, w którym było się traktowanym ciągle jak dziecko, a nie jak dorosły i odpowiedzialny człowiek — po prostu nie zna się wtedy realiów życia, a i pojęcie o tym co chce się robić oraz o tym co przynosi pieniądze i bezpieczeństwo ma się bardzo małe.

Dlatego też tak wiele osób zmienia studia, bo czuje, że te pierwsze wybory nie były wcale najlepsze. W gruncie rzeczy to jedyne racjonalne zachowanie w takiej sytuacji, a przekonanie, że jeśli się coś zaczęło to trzeba to dokończyć w tym przypadku może popsuć komuś życie.

Nie da się iść w dwóch kierunkach jednocześnie

Bardzo popularne w Polsce jest studiowanie dwóch kierunków w tym samym czasie. Jest to spowodowane nie tylko ambicją Polaków, ale także dość trudną sytuacją na rynku pracy i tym, że nie jest to zbyt drogie (oczywiście pod warunkiem, że oba kierunki są studiowane dziennie na publicznych uczelniach). Z jednej strony to mądre i rozsądne posunięcie, bo zwiększa to wartość na rynku pracy jak również daje więcej swobody w wyborze branży. No i “studiuję dwa kierunki” brzmi na prawdę dumnie. Z drugiej strony jak słyszę jak różne kierunki niektórzy studiują to łapię się za głowę.

Rozumiem, że ludzie są wszechstronni, ale kształcenie się w dwóch zupełnie różnych kierunkach jest bez sensu. O ile rozumiem ideę kształcenia ogólnego, które uskutecznia się w szkołach o tyle na wieść o tym, że ktoś studiuje psychologię w biznesie i filologię polską rozglądam się w poszukiwaniu ukrytej kamery, do której pod koniec tego gagu mam pomachać.

Ja rozumiem, że ktoś się może pasjonować obiema tymi dziedzinami, sam mam bardzo różne zainteresowania. Tylko, że ja nie poświęcam pięciu lat na to by mieć dyplom i z fizyki, i z filmoznawstwa, i z zarządzania. Nie oszukujmy się, przy tak różnych dziedzinach, nie ma praktycznie możliwości by połączyć te dwie dziedziny w życiu zawodowym, a to oznacza, że jedna pójdzie w odstawkę. Po kilku latach taki osobnik zorientuje się, że nie pamięta większości rzeczy, których uczył się na któryś ze studiów, bo mózg człowieka ma ograniczoną pojemność i nie będzie magazynował informacji, których nie potrzebuje. To znaczy, że jeśli pakujesz w swój mózg informacje, których nie będziesz nigdy wykorzystywał to tracisz wyłącznie czas.

Jeśli chcesz studiować drugi kierunek, to jak najbardziej zachęcam. Tylko wybierz taki, który będziesz mógł wykorzystać w pracy razem ze swoim obecnym kierunkiem.

Wiedza jest warta dokładnie tyle ile papier, na którym ją spiszesz

Kto jeszcze się łudzi, że w dorosłym życiu przydatna jest wiedza, ten niech lepiej się przyłoży do nauki, bo poza swoją uczelnią pracy nie znajdzie. W dzisiejszym świecie mamy tak szeroki dostęp do wiedzy jak jeszcze nigdy w historii. Kiedyś wszystkie książki były spisywane ręcznie, przez co na ich posiadanie mogli sobie pozwolić tylko nie liczni. Dziś, żeby mieć książkę wystarczy kilka kliknięć myszką, nie mówiąc o tym, że większość informacji w nich zawartych możesz znaleźć w ciągu paru sekund.

Oznacza to mniej więcej tyle, że dziś już nikt nie zatrudni kogoś ze względu na posiadaną wiedzę. To co dla takiej osoby jest największym aktywem można zdobyć błyskawicznie. Z tego względu liczą się umiejętności i doświadczenie — ich nie da się wygooglować. Nie da się ich nawet szybko nabyć i często nie da się zastąpić. O tym jakie umiejętności warto rozwijać napiszę niedługo, dlatego nie będę się o nich tutaj rozpisywał.

Natomiast jeśli już mówimy o doświadczeniu, to chyba nie muszę mówić, że warto je zdobywać w trakcie studiów czy to w organizacjach studenckich, czy w normalnej pracy. Nikt nie chce zatrudnić do poważnej pracy kogoś, kto nigdy nie pracował. Dyplom z uczelni nic nie powie o tym jakim będziesz pracownikiem, natomiast twój poprzedni szef jak najbardziej.

Studia dla zabawy

Nigdy nie rozumiałem osób, które korzystaniem z życia nazywają chodzenie na permanentnym kacu i przeglądanie śmiesznych stron w internecie. Sam miałem taki okres, gdzie chodziłem na imprezy kilka razy w tygodniu, więc rozumiem, że każdy potrzebuje trochę luzu po tym jak wreszcie wyprowadza się z domu i nie musi się stosować do zasad narzuconych przez rodziców. Tylko problem zaczyna się wtedy, gdy ten luz zamienia się na brnięcie przez życie bez celu, gdzie jedyną zmienną jest to czy jest się pijanym czy naćpanym.

Zrozumiałe jest to, że nie każdy ma pomysł na swoje życie, ale trzeba znać tego konsekwencje. Jeśli w twojej głowie nieśmiało kształtuje się pomysł by po studiach założyć własną firmę, to zastanów się teraz ile będziesz potrzebować czasu na jej rozkręcenie. Pomnóż to teraz razy trzy. Dodaj jeszcze pół roku. W ten sposób obliczyłeś wariant optymistyczny. Oznacza to, że jeśli chcesz mieć firmę i za jej rozkręcanie zabierzesz się po studiach, to przed godziną 21 zaczniesz kończyć pracę dopiero kiedy skończysz 30 lat. Skończy się to tym, że albo twoje pierwsze dziecko urodzi kiedy będziesz mieć 35 lat i kiedy będzie już nastolatkiem będziesz wyglądać jak jego dziadek lub babcia, albo twoje dziecko zacznie cię widywać dopiero, gdy zacznie chodzić do przedszkola, co pewnie nie wpłynie dobrze na wasze relacje.

Nie mówią, że taki scenariusz jest zły. Mówię tylko, że warto się zastanowić jak ma wyglądać życie za 10, 20 czy 30 lat. To może wydawać się odległe, ale będzie wyłącznie wypadkową twoich decyzji, więc zastanów się teraz nad tym jak ma ono wyglądać, żeby go nieświadomie nie przekreślić już teraz. I o ile nie mam nic do 18-latka, który nie wie co chce robić w życiu, to dziwię się na widok 22–23-latka, który nie ma nawet zarysu pomysłu na siebie, a jedyne co chce robić to pić z kolegami i siedzieć przed kompem, mówiąc, że właśnie teraz korzysta z życia.

Wiedzieć więcej to mieć więcej

Wiedza ze studiów to jedno, wiedza przydatna życiowo to drugie. Czym one się różnią? Ta pierwsza przyda ci się do napisania egzaminu, ta druga ułatwi bądź usprawni twoje życie. Czasem różnica między nimi będzie niewielka. Weźmy za przykład takie pojęcie jak marketing mix.

Na egzaminie napiszesz, że ma kilka wariantów, najbardziej spopularyzowany to model 4P, na który składają się produkt, cena, dystrybucja i promocja, a później wszystko ładnie opiszesz i zapomnisz. W życiu nie będzie cię obchodziło to z czego się on składa, ale to jakimi czynnikami możesz “zachęcać” klientów do swojej firmy i jaka forma reklamy będzie w twoim przypadku najskuteczniejsza. Dziwnym przypadkiem sprowadzi się to do tego modelu, ale jeśli tylko potrafisz go opisać, a nie wykorzystać to spędzisz nad tym długie godziny, a i tak pewnie skończy się na tym, że pójdziesz z tym do jakiegoś specjalisty.

Uważam, że ucząc się nawet najgłupszego przedmiotu warto myśleć o tym, jak wykorzystać to w życiu. Niemal z wszystkiego da się coś wycisnąć, a jeśli się tego nie robi, to marnuje się tylko czas na zdobywanie wiedzy wartej mniej niż papier, na którym się ją spisze.


Share: