Mentalny komunizm

Kilka dni temu, korzystając z wolnego wieczoru postanowiłem odświeżyć sobie film Marka Koterskiego z 2002 roku “Dzień świra”. Abstrahując od wiecznej kłótni o to czy to bardziej prześmiewcza komedia, czy obyczajowy dramat, moją uwagę przykuła ponura teza, że mimo iż od premiery filmu minęło ponad 13 lat, to niewiele przez ten czas się zmieniło.

I rzeczywiście, poza tym, że jeździmy teraz lepszymi samochodami, w kieszeni zamiast cegieł nosimy smartfony o mocach obliczeniowych, które kiedyś były spotykane tylko w najlepszych komputerach, a meblościanki w mieszkaniach zastąpiliśmy samodzielnie składanymi szafkami z Ikei, to w głowach większości Polaków zmieniło się niewiele. Nie chodzi mi tutaj bynajmniej o to, że sam zmieniłem się przez te 13 lat o wiele bardziej niż ogół polskiego społeczeństwa, bo to akurat nic dziwnego, skoro w 2002 roku skończyłem dopiero 9 lat.

Co prawda można by uznać za dobre świadectwo o naszych rodakach to, że nie zmienili swojej mentalności przez ostatnie lata, bo to by znaczyło, że nie dają się omamić postępującemu konsumpcjonizmowi i zmiennym modom, co jest zachowaniem zgoła racjonalnym. Moja obserwacja dotyczy jednak trochę innych obszarów sposobu myślenia Polaków, szczególnie tych dotyczących przedsiębiorczości, prowadzenia biznesu i (chyba najmocniej) marketingu.

Nie chcę brzmieć, jak typowy siedzący całymi dniami przed telewizorem z piwskiem w ręku malkontent, albo gówniarz, który naoglądał się w MTV “prawdziwego życia” i mądrzy się przy rodzicach, bo moim celem nie jest obrażanie kogokolwiek. Niemniej jednak uważam, że są kwestie, w których komunistyczna propaganda PRLu odniosła wielki sukces, bo ponad 25 lat po upadku komunizmu w Polsce, na każdym kroku można spotkać ludzi, którzy utożsamiają się z jej hasłami. Najlepszym przykładem są właśnie popularne negatywne opinie o prywatnych przedsiębiorcach czy marketingu.

Prywaciarz, czyli największy wróg

Prywatny przedsiębiorca, jako przedstawiciel kapitalizmu, z automatu był groźnym wrogiem demokracji ludowej, dlatego też musiał być w komunistycznej propagandzie krytykowany. W czasach kiedy wszystko było wspólne, państwowe (czyli niczyje), człowieka, który próbował zrobić coś samodzielnie nie trudno było zauważyć. Nikomu co prawda nie chciało się przyglądać temu jak wygląda jego działalność i trud życia codziennego, więc posługiwano się stereotypowymi łatkami głoszonymi przez władze. Prywaciarz przecież zawsze żył jak pączek w maśle dzięki wyzyskiwaniu pracowników i dokonywaniu nielegalnych transakcji, więc pod tę tezę podciągano życiorysy wszystkich przedsiębiorców. Już samo określenie “prywaciarz” miało pejoratywnie określać takiego kombinatora i wyzyskiwacza.

Do dziś w mowie potocznej można się z nim spotkać, szczególnie jeśli mówi się o przedsiębiorcach, którzy nie chcą zatrudniać ludzi na umowę o pracę, po to by ominąć wiele nie do końca odpowiednich przepisów Kodeksu Pracy (swoją drogą KP to straszny relikt PRLu) i stosują w tym celu umowy cywilnoprawne (nazywane często śmieciowymi); mówi się wtedy, że “u prywaciarza, to nigdy nie będziesz miał dobrze, prywaciarz cię zawsze wycacka”.

Takie mylne myślenie niestety mocno utkwiło w polskiej mentalności, której w tym przypadku nie można określić inaczej jak mianem komunistycznej. Podobnie jest z myśleniem o przedsiębiorcach jako o osobach, które dokonują jakiś nielegalnych procederów i przez to żyją jak pączki w maśle. Rzeczywistość jest jednak inna. Pomińmy już fakt, że początkowe etapy rozwoju firmy to ciężka praca przez długie godziny za niewielkie lub żadne pieniądze, bo to oczywiście nikogo kto pracuje w sztywnych godzinach za gwarantowaną pensję nie interesuje.

Skupmy się na razie na etapie kiedy pieniędzy jest już dużo i przedsiębiorca kombinuje jak tu najwięcej zatrzymać we własnej kieszeni. Zaraz zostanie okrzyknięty tym skąpym prywaciarzem, który mimo, że ma dużo to się z nikim nie podzieli. Będzie tym kombinatorem, który szuka dziur w prawie, które pozwolą mu być jeszcze bogatszym.Pokutuje powiedzenie, że uczciwą pracą nie da się dojść do bogactwa. Za nieuczciwe uważa się właśnie chronienie efektów swojej pracy przed podatkami, które zresztą się zarobiło wyzyskując pracowników, prawda? W większości przypadków takie słowa są po prostu pochwałą hipokryzji.

Nie twierdzę i nigdy nie będę twierdził, że wszyscy przedsiębiorcy są aniołkami, bo w każdej licznej grupie znajdą się osoby postępujące w sposób wątpliwy moralnie lub nawet niezgodny z prawem. Natomiast nigdy nie zgodzę się z twierdzeniem, że są to ludzie z zasady nieuczciwi i niemoralni. Jeśli ktoś więcej się uczy, więcej pracuje, więcej poświęca, więcej ryzykuje, wcześniej wstaje i później kładzie się spać, jest bardziej efektywny, jego działania wpływają na polepszenie bytu wielu ludzi, to patrząc na to racjonalnie powinien być za to wynagradzany bardziej niż inni. A najczęściej o to wynagrodzenie musi walczyć, a później je chronić, ponieważ im większe pieniądze, tym więcej chętnych do ich przejęcia (progresja podatkowa). Metody stosowane przez przedsiębiorców bywają różne, natomiast przez przeciętnego zjadacza chleba będą właśnie nazywane machlojami i kombinatorstwem, nawet jeśli mieszczą się w granicach prawa.

Poza tym jeśli już miałbym określić nieuczciwą pracę przedsiębiorcy, to powiedziałbym to o pracy w początkowych miesiącach istnienia firmy, kiedy to pracuje się nie 40, a 80 lub nawet 100 godzin tygodniowo, a zarabia się bardzo mało albo wcale. I chyba tylko taka pokrętna logika mogłaby trafić do umysłów zainfekowanych komunistyczną mentalnością. Dla mnie jako dla “prywaciarza” na takim właśnie etapie nie ma co prawda poczucia nieuczciwości, bo wiem, że w przyszłości za tę pracę zostanę wynagrodzony, a już teraz świadomość tworzenia czegoś własnego jest pewnego rodzaju wynagrodzeniem (którym niestety rachunków nie zapłacę).

Marketing, czyli kapitalistyczna broń masowego rażenia

Jedną z głównych broni kapitalistycznych prywaciarzy był i jest marketing. W komunistycznej mentalności to coś zupełnie zbędnego, ponieważ dobry produkt sprzeda się sam, nie trzeba go przecież reklamować. Marketing stosuje się tylko po to by wcisnąć coś gównianego, no nie? Marketing to ci wszyscy domokrążcy sprzedający podrobione garnki, robiący spotkania w McDonald’sie sprzedawcy perfum czy oferujący pościel z alpaki telefoniczni naciągacze. Do tego jeszcze marketingowcy tworzą te głupie reklamy, które bez przerwy lecą w telewizji i radiu, nie dając spokojnie filmu obejrzeć.

Choć na ostatnie dwa zdania zapracowali mocno marketerzy lat dziewięćdziesiątych, to dalej mieszczą się one w dość reliktowym schemacie myślenia. Wiąże się to z tym, że o ile przeciętny człowiek jest w stanie zrozumieć sens istnienia takich działów w firmie ja produkcyjny, księgowy, prawny, dział kadr i płac czy nawet sprzedażowy, to ciężko na chłopski rozum wytłumaczyć sobie po co w firmie miałby istnieć dział marketingu, jak nie po to by naciągać naiwnych ludzi.

W PRLu takich działów nie było i nikt nie czuł się oszukiwany, jak to miało właśnie miejsce w latach dziewięćdziesiątych kiedy marketing w Polsce raczkował. O dziwo, gdy ktoś postanowi sprawdzić czym tak na prawdę jest marketing i zerknie na Wikipedię, to już pierwsze zdanie pokaże mu, że gdyby w PRLu istniał marketing, to najprawdopodobniej zniknęłyby różne patologie takie jak ogromne kolejki w sklepach, brak towarów na półkach czy w skrajnych przypadkach reglamentacja żywności (system kartek, np. na mięso). Posłużę się zatem cytatem:

Marketing – proces społeczny, w którym jednostki i grupy otrzymują to, czego potrzebują poprzez tworzenie, oferowanie oraz swobodną wymianę z innymi towarów i usług, które posiadają wartość [Kotler, Keller, 2011]. Najkrótsza definicja marketingu brzmi „zaspokajać potrzeby, osiągając zysk”.

Ta definicja pokazuje również kapitalistyczne pochodzenie marketingu (bo gdzie w komunizmie można było mówić o swobodnej wymianie dóbr i usług), co tłumaczy dlaczego władzom zależało na negatywnym odbieraniu marketingu. Niemniej jednak najistotniejszym zadaniem marketingu jest dostarczenie jednostkom i grupom społecznym dóbr, których potrzebują. Gdyby komuniści stosowali się do reguł marketingowych, nigdy nie było by miejsca na takie patologie jak produkowanie tylko lewych lub tylko prawych butów, by wyrobić określoną normę. Nie brakowałoby też towarów na półkach, bo przedsiębiorcy wiedzieliby co trzeba wyprodukować, a czym rynek jest nasycony.

Mimo to, dla wielu marketing będzie kojarzył się z oszukiwaniem, bo taką tezę zaserwowano w propagandzie i wszystkie przykłady analizowało się pod tę tezę. Oczywistością jest, że dla dobrego marketingu potrzebne są odrębne procesy, takie związane z badaniem lub kreowaniem potrzeb oraz takie, związane z zachęcaniem klientów do kupna czy ogólnym uświadamianiu o istnieniu produktu.

Wiem, że każdemu obrzydły już atakujące ze wszystkich stron reklamy i niemal każdy mówi, że jeśli będzie czegoś potrzebował to sam sobie to znajdzie. Ale czy na pewno?

Dziś niemal każdy spędza dużo czasu przed ekranem komputera, tabletu lub smartfona. Wielogodzinna praca i patrzenie w ekran potrafią nieźle zmęczyć oczy, co utrudnia dalszą pracę. Gdyby był tylko sposób by temu zaradzić… Szukałeś kiedyś takiego sposobu? Pewnie nie. Czy jest ci to potrzebne? Najprawdopodobniej tak. Mi udało się jakiś czas temu znaleźć fajne rozwiązanie, które pozwala bez męczenia oczu pracować przez długie godziny. Jeśli zaraz napiszę ci, co to jest, to pewnie się tym zainteresujesz. Ale gdybym tę samą informację zawarł w formie baneru i umieścił na dole strony z podpisem “reklama” to uznałbyś ją za bezwartościową, bo to przecież reklama.

Może to śmiała teza, ale przypuszczam, że gdyby nie działania marketingowców to dziś miałbyś w mieszkaniu dwa razy mniej użytecznych rzeczy niż masz. Nie ma co się bać marketingu, bo to niezwykle przydatna dziedzina i wbrew pozorom bardzo rzadko bywa natarczywy, właściwie tylko wtedy, gdy jest uprawiany przez ludzi, którzy się na nim nie znają. Nie ma tu mowy o manipulacji, bo nie takie jest jego zadanie.

To marketingowi geniusze wpadli na to by zamiast systemu operacyjnego z wpisywanymi komendami stworzyć system, który można obsługiwać przy pomocy kursora poruszanego po graficznym pulpicie. To oni wpadli na to by stworzyć poręczne urządzenie do słuchania muzyki, które mieści się w kieszeni. To oni myślą nad tym jak uprościć nasze życie. My tylko kupujemy dzieła ich pracy i cieszymy się jej efektami.

Ale to tylko kapitalistyczne podejście. Przecież komunistyczna mentalność wie lepiej, że to tylko sprytna manipulacja.

Ps. Wspomniane wyżej przeze mnie narzędzie, to f.lux czyli prosta aplikacja, która redukuje męczące niebieskie światło i dostosowuje jego poziom do światła dziennego. Wieczorami ekran jest przez to bardziej czerwony, ale pracuje się nieporównywalnie lepiej. I tak, jest za darmo.

Share: