W ze­szłym mie­sią­cu Elon Musk za­pre­zen­to­wał świa­tu swo­je pla­ny ko­lo­ni­za­cji Marsa. Konferencja nie od­by­ła się z ta­kim roz­ma­chem jak kon­fe­ren­cje Apple, jed­nak re­la­cja z niej prze­wi­nę­ła się przez więk­szo­ść me­diów. Jak za­wsze nie oby­ło się bez po­le­mi­ki, czy sam plan jest re­al­ny lub czy w ogó­le ist­nie­je po­trze­ba jego re­ali­za­cji.

Musk nie jest mi­strzem pre­zen­ta­cji, ale zdą­żył już na­uczyć świat, że za­wsze re­ali­zu­je swo­je pro­jek­ty, nie­za­leż­nie od tego, jak nie­praw­do­po­dob­ne się wy­da­ją. Jedyne co sta­no­wi dla nie­go pro­blem to do­trzy­my­wa­nie wcze­śniej de­kla­ro­wa­ny­ch ter­mi­nów. Nie na­le­ży więc py­tać o to czy uda mu się wy­słać lu­dzi na Marsa, tyl­ko o to czy uda mu się wy­słać pierw­szą eki­pę już za 8 lat.

Ciekawsza wy­da­je się dys­ku­sja o tym czy lu­dziom jest po­trzeb­na ko­lo­nia w in­ny­ch miej­sca­ch Układu Słonecznego, czy nie le­piej wy­da­wać pie­nią­dze na coś in­ne­go, bar­dziej re­al­ne­go. Po co w ogó­le zaj­mo­wać się lo­ta­mi w ko­smos, sko­ro na Ziemi ist­nie­je wie­le nie­roz­wią­za­ny­ch pro­ble­mów jak cho­ro­by czy ubó­stwo? Po co in­we­stu­je­my w po­stęp tech­no­lo­gicz­ny, kie­dy spo­ra czę­ść lu­dzi nie może za­spo­ko­ić pod­sta­wo­wy­ch po­trzeb? Czy kry­je się za tym ja­kaś głęb­sza lo­gi­ka, czy to tyl­ko chci­wo­ść i roz­rzut­no­ść bo­ga­ty­ch kor­po­ra­cji?

Misja Muska

Jak nie­trud­no za­uwa­żyć ist­nie­je pew­ne za­gro­że­nie, że jako ludz­ko­ść wy­gi­nie­my przez wła­sną głu­po­tę, nad­mier­nie eks­plo­atu­jąc na­szą pla­ne­tę i po­wo­du­jąc gwał­tow­ne ocie­ple­nie kli­ma­tu, albo wy­wo­łu­jąc ko­lej­ne kon­flik­ty zbroj­ne z uży­ciem bro­ni ją­dro­wej. Dlatego aby nas przed tym uchro­nić Musk dzia­ła dwu­to­ro­wo: pra­cu­je i nad stwo­rze­niem ludz­kiej ko­lo­nii na Marsie, i nad eko­lo­gicz­ny­mi tech­no­lo­gia­mi, któ­ra spo­wol­nią zmia­ny kli­ma­tycz­ne. I trze­ba przy­znać, że jego fir­my od­no­szą w tym za­kre­sie spo­re suk­ce­sy.

SpaceX zna­czą­co ob­ni­ży­ła kosz­ty lotu w ko­smos two­rząc tech­no­lo­gię, któ­ra po­zwa­la wie­lo­krot­nie wy­ko­rzy­sty­wać ra­kie­ty. Tesla Motors pro­du­ku­je elek­trycz­ne sa­mo­cho­dy o osią­ga­ch Porsche i bu­du­je sta­cje su­per­szyb­kie­go ła­dow­nia, gdzie rów­nież w pół­to­rej mi­nu­ty moż­na wy­mie­nić aku­mu­la­tor na zu­peł­nie na­ła­do­wa­ny, za cenę nor­mal­ne­go baku ben­zy­ny. Solar City (fir­ma za­ło­żo­na przez ku­zy­nów Muska, on sam jest człon­kiem za­rzą­du i po­ma­gał w jej roz­wo­ju) ofe­ru­je go­spo­dar­stwom do­mo­wym dzier­ża­wę in­sta­la­cji so­lar­ny­ch za kwo­tę mniej­szą niż ra­chun­ki za prąd.

Dlaczego wydajemy na to pieniądze?

Z po­dob­ny­ch, choć może nie tak gór­no­lot­ny­ch po­bu­dek dzia­ła wie­lu przed­się­bior­ców. W Polsce jest to mniej wi­docz­ne, bo cią­gle mamy dość kon­ser­wa­tyw­ne śro­do­wi­sko biz­ne­so­we, mało in­we­stu­je­my w roz­wój i in­no­wa­cje, a jesz­cze tro­chę mę­czy­my się z men­tal­ną spu­ści­zną ko­mu­ni­zmu. Przez to czę­sto myli się po­stęp tech­no­lo­gicz­ny z ro­sną­cym kon­sump­cjo­ni­zmem i ob­wi­nia się o nowe pro­ble­my po­ja­wia­ją­ce się w spo­łe­czeń­stwie. Paradoksalne jest to, że choć wszy­scy je­ste­śmy be­ne­fi­cjen­ta­mi roz­wo­ju, to co­raz więk­szym po­par­ciem cie­szą się po­li­ty­cy, któ­rzy tłu­mią in­no­wa­cje i wal­czą z po­stę­pem, a ra­czej z tymi bo­ga­ty­mi kor­po­ra­cja­mi, któ­re osią­ga­ją gi­gan­tycz­ne zy­ski, pod­czas gdy byt lu­dzi za­trud­nio­ny­ch w „sta­ry­ch sek­to­ra­ch” go­spo­dar­ki tyl­ko nie­znacz­nie się po­pra­wia.

Na pierw­szy ogień w ta­ki­ch dys­ku­sja­ch idą kon­cer­ny far­ma­ceu­tycz­ne. Jest w tym odro­bi­na hi­po­kry­zji, bo mamy w Polsce cał­kiem po­kaź­ny ry­nek le­ków OTC (bez re­cep­ty) i su­ple­men­tów die­ty; jak mło­de pe­li­ka­ny ły­ka­my bzdur­ne re­kla­my środ­ków na za­kwa­sze­nie or­ga­ni­zmu, ze­spół nie­spo­koj­ny­ch nóg i ha­li­to­zę, a kon­cer­nom za­rzu­ca­my, że nie pra­cu­ją nad le­ka­mi na re­al­ne cho­ro­by jak no­wo­two­ry. Z resz­tą jak­by na to nie pa­trzeć, to też fir­my, któ­re mu­szą utrzy­my­wać pra­cow­ni­ków i za­pew­niać zysk in­we­sto­rom, a prze­zna­cze­nie wszyst­ki­ch pie­nię­dzy na ba­da­nia nad le­kiem, któ­re mogą skoń­czyć się fia­skiem, to pro­sta dro­ga do ban­kruc­twa. W ten spo­sób nie roz­wią­że­my swo­ich pro­ble­mów, po­dob­nie jak gło­du­jąc nie zmniej­szy­my gło­du na świe­cie.

Problem z efektywnością

Jakiś czas temu skoń­czy­łem czy­tać książ­kę ame­ry­kań­skie­go on­ko­lo­ga, Siddhartha Mukherjee, „Cesarz wszech cho­rób. Biografia raka”. W jed­nym z ostat­ni­ch roz­dzia­łów au­tor pi­sze o ko­niecz­no­ści pod­no­sze­nia efek­tyw­no­ści prac nad le­ka­mi, gdyż no­wo­two­ry po­tra­fią mu­to­wać i uod­par­niać się na wcze­śniej sto­so­wa­ne te­ra­pie. Rozdział roz­po­czy­na cy­ta­tem:

– No, bo w na­szym kra­ju – rze­kła Alicja, cią­gle jesz­cze tro­chę za­dy­sza­na – na ogół by­ło­by się gdzie in­dziej, gdy­by się bar­dzo dłu­go i pręd­ko bie­gło, tak jak my­śmy bie­gły.
– To ja­kiś po­wol­ny kraj! – rze­kła Królowa. – Bo wi­dzi­sz, u nas trze­ba biec z całą szyb­ko­ścią, na jaką ty w ogó­le mo­że­sz się zdo­być, aże­by po­zo­stać w tym sa­mym miej­scu. A gdy­byś się chcia­ła do­stać gdzie in­dziej, mu­si­sz biec przy­naj­mniej dwa razy szyb­ciej.

Lewis Carroll, Po dru­giej stro­nie lu­stra

Myślę, że ten cy­tat do­sko­na­le od­no­si się nie tyl­ko do woj­ny z ra­kiem, ale tak­że do idei po­stę­pu tech­no­lo­gicz­ne­go w ogó­le. Większość pod­sta­wo­wy­ch pro­ble­mów na świe­cie przy­naj­mniej po­śred­nio wy­ni­ka z bra­ku od­po­wied­niej efek­tyw­no­ści. Postęp tech­no­lo­gicz­ny to głów­nie po­stęp w efek­tyw­no­ści. Nowe urzą­dze­nia, ma­szy­ny, tech­no­lo­gie, pro­gra­my i sys­te­my po­ma­ga­ją efek­tyw­niej pro­du­ko­wać i wy­twa­rzać inne do­bra. Szybciej pro­du­ku­je­my, szyb­ciej spo­ży­wa­my, szyb­ciej się uczy­my, szyb­ciej pra­cu­je­my i szyb­ciej się prze­miesz­cza­my.

Wszystko to ma nam po­ma­gać roz­wią­zy­wać inne pro­ble­my. Tylko cza­sem te na­rzę­dzia wy­ko­rzy­stu­je­my do prze­glą­da­nia ca­ły­mi dnia­mi zdjęć ko­tów. Albo w inny zły spo­sób. Ale to nie po­stęp tech­no­lo­gicz­ny jest zły i od­po­wia­da za te pro­ble­my. To my cią­gle two­rzy­my so­bie nowe, roz­wią­zu­jąc sta­re.


Przeczytaj także: