Historii, aneg­dot i me­mów o Polakach Cebulakach krą­ży po in­ter­ne­cie nie­zli­czo­na ilo­ść. Wydawałoby się, że ży­cie nas w tej kwe­stii nie za­sko­czy. A jed­nak. Kochani ro­da­cy po­ka­za­li, że moż­na upa­ść jesz­cze ni­żej niż się spo­dzie­wa­łem, za­mie­ni­li wła­śnie su­per­mar­ke­ty Lidla w sor­tow­nie śmie­ci.

Może nie wy­pa­da kpić z ro­da­ków w przeded­niu na­ro­do­we­go świę­ta, ale cięż­ko mi się dziś po­wstrzy­mać. Szczególnie, że wie­le osób nie wi­dzi nic złe­go w tym co się sta­ło i przed­się­bior­czo­ścią na­zy­wa zwy­kłe cwa­niac­two. Ale po ko­lei:

Pod ko­niec paź­dzier­ni­ka sieć ogło­si­ła pro­mo­cję, któ­ra gwa­ran­to­wa­ła klien­tom zwrot pie­nię­dzy za pro­duk­ty mar­ki Lidl je­śli ich ja­ko­ść nie oka­że się za­do­wa­la­ją­ca. Fajna, pro­kon­su­menc­ka pro­mo­cja, z jed­nym man­ka­men­tem – zwrot pie­nię­dzy moż­na było uzy­skać nie tyl­ko zwra­ca­jąc czę­ścio­wo na­ru­szo­ny pro­dukt, ale na­wet pu­ste opa­ko­wa­nie. Jak wy­ko­rzy­sta­li to nasi rosz­cze­nio­wi ro­da­cy?

Jak pi­sze au­tor blo­ga Wrocławskie Podróże Kulinarne:

Otóż mam zna­jo­mą pra­cu­ją­cą w jed­nym z wro­cław­ski­ch mar­ke­tów Lidla po­śpie­szy­ła mi do­nie­ść – sto­su­jąc ter­mi­no­lo­gię uży­wa­ną w słusz­nie mi­nio­nej epo­ce – o dan­tej­ski­ch sce­na­ch, ja­kie mają miej­sce w nie­miec­kim dys­kon­cie od kil­ki dni. Przykłady?

– lu­dzie ro­bią za­ku­py na 1000 zł, wy­pa­ko­wu­ją to­wa­ry w domu, a na dru­gi dzień przy­jeż­dża­ją do skle­pu z ko­szy­kiem wy­pcha­nym pu­sty­mi pu­deł­ka­mi
– nie­któ­rzy nie cze­ka­ją ca­łe­go dnia, tyl­ko ro­bią za­ku­py po 500-700 zł, wy­pa­ko­wu­ją wszyst­ko w au­cie na par­kin­gu i po go­dzi­nie wra­ca­ją zwró­cić opa­ko­wa­nia. Sporo osób robi to po kil­ka razy dzien­nie.
– zna­jo­ma opo­wia­da­ła, że wie­czo­ra­mi po pro­stu bra­ku­je im pie­nię­dzy w ka­sie, bo tyle mają trans­ak­cji zwro­tów
– spo­żyw­ka, ma­szyn­ki do go­le­nia, pod­pa­ski, wszyst­ko. Półki wła­ści­wie wy­mie­cio­ne

Chcesz stworzyć prokonsumencką markę? To nie w Polsce

Czytając o tych in­cy­den­ta­ch przy­po­mnia­łem so­bie o po­dob­ny­ch pro­ble­ma­ch z ja­ki­mi parę lat temu bo­ry­kał się CupSell. Firma ofe­ro­wa­ła do­dat­ko­wą ko­szul­kę gra­tis w przy­pad­ku, gdy klien­to­wi nie od­po­wia­da­ło coś w tej, któ­rą za­mó­wił. Nie trud­no się do­my­ślić, że szyb­ko z tej po­li­ty­ki mu­sia­ła zre­zy­gno­wać, kie­dy tyl­ko in­for­ma­cja o tej pro­kon­su­menc­kiej po­sta­wie do­tar­ła do pol­ski­ch cwa­niacz­ków. Z tym­że ci na­gmin­nie re­kla­mo­wa­li za­ku­pio­ny to­war, otrzy­mu­jąc de fac­to dwie ko­szul­ki w ce­nie jed­nej, a nie przy­cho­dzi­li do kasy z 5 opa­ko­wa­nia­mi po pod­pa­ska­ch i żą­da­li za nie zwro­tu pie­nię­dzy.

Ciężko jest mi się te­raz zgo­dzić z tezą, że Polacy po­stę­pu­ją w ten spo­sób po­nie­waż od lat czu­ją się „do­je­ni” przez han­dla­rzy i w ten spo­sób wy­rów­nu­ją ra­chun­ki. Pisałem już kie­dyś o tym jaki mamy men­tal­ny spa­dek po PRLu, któ­ry tłu­ma­czył­by ne­ga­tyw­ne na­sta­wie­nie do „pry­wa­cia­rzy”, jed­nak to co przez ostat­nie dni dzia­ło się w Lidlu cięż­ko okre­ślić ina­czej niż wy­ko­rzy­sty­wa­niem błę­du sie­ci do tego, by jaw­nie ją okra­dać. Tu nie cho­dzi o wy­rów­na­nie ra­chun­ków, bo prze­cież taka chęć po­win­na za­ni­kać wraz z co­raz bar­dziej pro­kon­su­menc­ki­mi dzia­ła­nia­mi skle­pów. A w tym przy­pad­ku im bar­dziej przy­ja­zne za­cho­wa­nie sprze­daw­cy, tym bar­dziej wro­ga re­ak­cja „klien­tów”.

Nie nazywajcie cwaniactwa przedsiębiorczością

To ob­ra­za dla wszyst­ki­ch, któ­rzy pra­cu­ją go­dzi­na­mi nad two­rze­niem pro­duk­tów i usług czy­nią­cy­ch ży­cie in­ny­ch lu­dzi lep­szym, któ­rzy do­strze­ga­ją ryn­ko­we szan­se, a nie wy­ko­rzy­stu­ją­cy­ch cu­dze błę­dy. Sterty śmie­ci wa­la­ją­ce się te­raz po ka­sa­ch w skle­pa­ch Lidla to nie prze­jaw ta­kiej przed­się­bior­czo­ści, tyl­ko zwy­kłe­go cwa­niac­twa.

Żądanie zwro­tu pie­nię­dzy za 7 opa­ko­wań cze­ko­la­dy, któ­re były ta­kiej mar­nej ja­ko­ści, że ze­żar­ło się je w cią­gu kil­ku go­dzin to nie by­cie przed­się­bior­czym. To nie jest by­cie prze­bie­głym. To nie wy­ła­py­wa­nie oka­zji, któ­ry­ch inni na ryn­ku nie wi­dzą. To men­tal­ne (i mo­ral­ne) dno.

Nie mam po­ję­cia skąd w Polakach bio­rą się ta­kie rosz­cze­nio­we po­sta­wy, nie chcę tego na­wet ana­li­zo­wać. Wiem, że wie­le osób to bawi, sam bym chęt­nie so­bie po­żar­to­wał, ale za bar­dzo mnie ta sy­tu­acja obrzy­dza.


Przeczytaj także: