Doba trwa 86 400 se­kun­dy. Około 25 000 z nich spę­dza­my śniąc o wa­ka­cja­ch na Karaibach, a ko­lej­ne 20 000 na nic zna­czą­cy­ch ak­tyw­no­ścia­ch. Przemieszczając się z punk­tu A do punk­tu B, w ko­lej­ce do kasy, oglą­da­jąc nie­śmiesz­ne fil­mi­ki na Youtube, za­sta­na­wia­jąc się, co chce­my zje­ść na obiad. Każdy „po­trze­bu­je” je stra­cić, bo nikt nie jest w sta­nie być sku­pio­nym i pro­duk­tyw­nym non stop.

Czas jest jed­nak nie­ubła­ga­ny i czę­sto zda­rza się tak, że wy­star­czy­ło­by z tych 20 000 wy­ko­rzy­stać ina­czej 10 se­kund, by zmie­nić losy ca­łe­go dnia. To tro­chę jak z ukła­dan­ką puz­zli – więk­szo­ść z nich sta­no­wi ob­ra­zek, któ­ry ukła­da­sz. Pozostałe są tyl­ko tłem, rów­nie nie­zbęd­nym z punk­tu wi­dze­nia ca­ło­ści, bo trzy­ma­ją wszyst­ko w ku­pie, ale nie tak waż­nym, bo nie de­cy­du­ją o ob­raz­ku. Trafiają się jed­nak tak­że ta­kie, któ­re choć rów­nież sta­no­wią tło, mają w so­bie mały szcze­gół, bez któ­re­go ob­ra­zek nie bę­dzie już taki sam – jak ty­grys bez nosa, sa­mo­chód bez bocz­ne­go lu­ster­ka. I wła­śnie te puz­zle naj­trud­niej zna­leźć spo­śród kil­ku­set in­ny­ch, bę­dą­cy­ch jed­no­li­tym tłem.

To wła­śnie są te se­kun­dy, któ­ry­ch stra­ta boli nas naj­bar­dziej, bo nie za­uwa­ża­my ich do mo­men­tu, gdy o czymś de­cy­du­ją. Jak te kil­ka se­kund, któ­re zaj­mu­je roz­wią­za­nie po­plą­ta­ny­ch sznu­ró­wek, któ­re spra­wia, że ucie­ka nam sprzed nosa au­to­bus. Po nich na­stę­pu­je uczu­cie bez­sil­no­ści, uży­wa­nie słów, któ­ry­ch ni­gdy by się uży­ło w obec­no­ści swo­jej mat­ki, wku­rza­nie się na cały świat. Jednak to ni­cze­go nie zmie­nia, co naj­wy­żej sa­mo­po­czu­cie, choć nie je­stem pe­wien czy na lep­sze. Następnie ty za­czy­na­sz ob­wi­niać wszyst­ko do­oko­ła, łą­cze­ni z ulot­ka­rza­mi i me­ne­la­mi py­ta­ją­cy­mi o za­wsze bra­ku­ją­ce 50 gr do wina, za to co wła­śnie za­szło, a ja za­czy­nam się z cie­bie świat. To nie świat na­wa­lił, to nie był zbieg oko­licz­no­ści, to nie wina pro­bosz­cza, pre­zy­den­ta, ani sę­dzie­go, któ­ry nie od­gwiz­dał spa­lo­ne­go we wczo­raj­szym me­czu, tyl­ko wy­nik two­ich dzia­łań i de­cy­zji.

Sekundy, których nie stracisz

Może ci się to nie po­do­bać, ale je­steś od­po­wie­dzial­ny, za każ­dą se­kun­dę, któ­rą tra­ci­sz. Jak rów­nież za każ­dą, któ­rą uda ci się zy­skać. Możesz o tym ni­gdy nie pa­mię­tać i w kół­ko znaj­do­wać się w sy­tu­acja­ch, jak ta opi­sa­na wy­żej, albo wziąć się w gar­ść i szu­kać tych se­kund w miej­sca­ch, gdzie nikt inny nie my­ślał na­wet szu­kać. W przy­go­to­wa­niu go­tów­ki przed po­dej­ściem do kasy. W wje­cha­niu sa­mo­cho­dem do ga­ra­żu ty­łem, a nie przo­dem. W wsta­wa­niu 5 min wcze­śniej niż zwy­kle. W przy­go­to­wa­niu so­bie ubra­nia za­nim się po­ło­ży­sz spać, a nie za­raz po wsta­niu. W nie­pi­sa­niu smsów, gdy sta­ra­sz się gdzieś szyb­ko doj­ść. Nie mu­si­sz od razu być jak kie­row­ca F1, dla któ­re­go kil­ka ty­sięcz­ny­ch se­kun­dy de­cy­du­je o tym, z któ­re­go miej­sca bę­dzie star­to­wać w wy­ści­gu.

Nie będę ci te­raz da­wał rad jak mo­że­sz wy­skro­bać te kil­ka se­kund, bo ty naj­le­piej wie­sz jak wy­glą­da twój dzień i jak mo­że­sz te se­kun­dy zy­skać.

Na ko­niec zo­sta­wiam cię z małą cie­ka­wost­ką hi­sto­rycz­ną – 10 lat temu, mia­ło miej­sce pew­ne zda­rze­nie na na­szej ro­dzi­mej GPW, na­zwa­ne afe­rą 100 se­kund. Jak my­śli­sz ile w te pół­to­rej mi­nu­ty uda­ło się ko­muś za­ro­bić? 2,6 mln zł. To czy­ni każ­dą se­kun­dę war­tą 26 000 zł. Ani ja, ani ty nie za­ra­bia­my tyle, ale kie­dy jest taka po­trze­ba, ja za­cho­wu­je się, może nie jak­bym tyle za­ra­biał, ale jak­bym w ta­kim tem­pie tra­cił pie­nią­dze.

Postępuj tak i ty, a ni­gdy nie brak­nie ci tych 10 se­kund, któ­re zmie­nia­ją bieg dnia.

Przeczytaj także: