Dla cie­bie też nie. Chyba, że je­steś ma­szy­ną.

To dziw­ne, ale przez lata wy­ro­bi­li­śmy w so­bie na­wyk wy­ko­ny­wa­nia wie­lu czyn­no­ści na raz i prze­ko­na­nie, że to naj­efek­tyw­niej­szy spo­sób ra­dze­nia so­bie z dużą licz­bą za­dań. Zachęcają nas do tego se­ria­le, w któ­ry­ch wi­dzi­my jak za­su­wa­ją­cy w ide­al­nie do­pa­so­wa­ny­ch, no­wiut­ki­ch gar­ni­tu­ra­ch Amerykanie pę­dzą z te­le­fo­nem przy­ci­śnię­tym ra­mie­niem do ucha, ży­wio­ło­wo roz­ma­wia­jąc z pre­ze­sem, w jed­nej ręce trzy­ma­jąc ga­ze­tę z wy­ni­ka­mi no­to­wań na Wall Street, a dru­gą pod­pi­su­jąc plik umów, któ­re pod­su­nę­ła im na wej­ściu asy­stent­ka. W mię­dzy cza­sie jesz­cze się golą, wią­żą kra­wat i kle­pią wszyst­kie se­kre­tar­ki w biu­rze po ukry­ty­ch pod ołów­ko­wy­mi spód­ni­ca­mi tył­ka­ch. Tworzy się przez to ilu­zja, że tyle są w sta­nie zro­bić w cią­gu dnia dzię­ki wie­lo­za­da­nio­wo­ści, ale nikt nie po­my­śli o tym, że wca­le nie wy­ko­rzy­stu­ją swo­je­go cza­su do­brze i mo­gli­by swo­je za­da­nia wy­ko­ny­wać szyb­ciej, gdy­by za­bie­ra­li się do nich po­je­dyn­czo.

Przyjrzyjmy się do­kład­nie jak to wy­glą­da w prak­ty­ce. Masz do zro­bie­nia trzy rze­czy na wczo­raj, czy, jak to się te­raz (o zgro­zo) mówi, asa­pem. Zaczynasz od czyn­no­ści A, wy­ko­nu­je­sz ją w 40% w cią­gu go­dzi­ny i chcąc na chwi­lę „od­po­cząć” od A, za­bie­ra­sz się za B. Siedzisz nad B przez ja­kieś 20 min, po czym twój mózg za­czy­na do­ma­gać się prze­rwy, więc idzie­sz so­bie zro­bić kawę. Wracasz, prze­glą­da­sz chwi­lę Facebooka (chy­ba, że prze­czy­ta­łeś już to) i przy­po­mi­na­sz so­bie, że naj­szyb­ciej mu­si­sz skoń­czyć C, a je­steś z tym, mó­wiąc po­tocz­nie, w le­sie. Mija ko­lej­na żmud­na go­dzi­na pra­cy nad C i na­gle orien­tu­je­sz się, że w tym cza­sie mo­głeś skoń­czyć na pew­no jed­no, je­śli nie dwa za­da­nia, a póki co nie masz go­to­we­go żad­ne­go, ale zro­bi­łeś z każ­de­go po tro­chu. Nie po­wie­sz mi, że tak wy­glą­da pro­duk­tyw­no­ść.

Dlaczego wielozadaniowość nie działa?

Robiąc wie­le rze­czy na raz po pro­stu za­bi­ja­sz swo­je sku­pie­nie. To tak jak w sy­tu­acji, gdy pro­wa­dząc sa­mo­chód roz­ma­wia­sz przez te­le­fon – nie je­steś w sta­nie sku­pić się w 100% na obu czyn­no­ścia­ch – albo je­dzie­sz nie­uważ­nie i mo­że­sz spo­wo­do­wać wy­pa­dek, albo po pro­stu ga­da­sz głu­po­ty i tra­ci­sz czas swo­je­go roz­mów­cy (lub na­wet oba na raz). Osoby, któ­re tak ro­bią tłu­ma­czą się po­dziel­no­ścią uwa­gi, ale to nie to samo, bo jest róż­ni­ca mię­dzy za­uwa­ża­niem, a sku­pia­niem się na czymś, co moż­na ła­two za­ob­ser­wo­wać włą­cza­jąc obec­ne mi­strzo­stwa świa­ta – za­uwa­ża­sz wszyst­ki­ch za­wod­ni­ków, ale je­steś w sta­nie sku­pić wzrok tyl­ko jed­nym z nich w da­nym mo­men­cie, naj­czę­ściej na tym, któ­ry jest przy pił­ce.

Patrząc z per­spek­ty­wy na­sze­go me­ri­tum, kie­dy sta­ra­sz się wy­ko­ny­wać kil­ka za­dań jed­no­cze­śnie, tra­ci­sz sku­pie­nie nad każ­dym z nich, bo kie­dy po­rzu­ca­sz A na rze­cz B, mu­si­sz po­świę­cić kil­ka mi­nut, by wy­rzu­cić z gło­wy my­śli, któ­re krą­ży­ły wo­kół A i przy­wo­łać te do­ty­czą­ce B. Gdy ro­bi­sz za­da­nie jed­nym cią­giem, nie tra­ci­sz cza­su na po­now­ne sku­pia­nie się. Weźmy kon­kret­ny, ale pro­sty i zna­ny wszyst­kim przy­kład – ucze­nia się. Dobrze wie­my, że kie­dy ro­bi­my za­da­nia z ma­te­ma­ty­ki nie je­steś w sta­nie w cią­gu kil­ku se­kund prze­stać i za­cząć pi­sać barw­ny esej po fran­cu­sku (no ja aku­rat to ni­gdy nie je­stem w sta­nie, ale ro­zu­mie­sz chy­ba o co mi cho­dzi). Tak samo jest w przy­pad­ku każ­dy­ch in­ny­ch za­dań, bo każ­de, na­wet te naj­bar­dziej po­dob­ne do sie­bie, róż­nią się na tyle, by ten efekt spo­wo­do­wać.

Aby unik­nąć cią­głe­go od­ry­wa­nia się i prze­cho­dze­nia do in­ny­ch czyn­no­ści, kie­dy czas na­gli wy­star­czy do­brze za­pla­no­wać so­bie dzień. Istnieje wie­le na­rzę­dzi słu­żą­cy­ch do tego, ale na po­trze­by szyb­kie­go pla­no­wa­nia po­le­cam zwy­czaj­ną ana­li­zę ko­rzy­ści. Jeśli masz do zro­bie­nia waż­ny pro­jekt na stu­dia, kil­ka­na­ście pil­ny­ch ma­ili do prze­czy­ta­nia i po­wiedz­my re­fe­rat dla ko­le­żan­ki, to co zro­bi­sz w pierw­szej ko­lej­no­ści? Na pew­no re­fe­rat zro­bi­sz na koń­cu (chy­ba, że bar­dzo chce­sz prze­le­cieć tę ko­le­żan­kę to zro­bi­sz to na po­cząt­ku – uwie­rz mi to i tak ci nic nie da), bo do­sko­na­le so­bie zda­je­sz spra­wę, że je­dy­ne co z tego bę­dzie­sz miał to mak­sy­mal­nie dwa piwa. Schody za­czy­na­ją się w mo­men­cie, gdy po­zo­sta­ją dwa po­zo­sta­łe do wy­bo­ru. Zapewne więk­szo­ść za­czę­ła­by od ma­ili, bo w koń­cu są pil­ne i moż­li­we, że znaj­dą w nich in­spi­ra­cję do stwo­rze­nia faj­ne­go biz­ne­su, przez co pro­jekt na stu­dia stra­ci na zna­cze­niu, ale to ogrom­ny błąd.

Po pierw­sze nie ma cze­goś ta­kie­go jak pil­ny mail. Pilny to może być przy­jazd ka­ret­ki jak so­bie roz­wa­li­sz czo­ło o drzwi, ale nie mail. Jeśli ktoś ma do cie­bie pil­ną spra­wę, to po pro­stu za­dzwo­ni, a nie bę­dzie przez 30 mi­nut prze­le­wał swo­je my­śli w kom­pu­ter. Po dru­gie na­wet je­śli znaj­dzie­sz w tych ma­ila­ch ja­kąś waż­ną in­for­ma­cję, nad któ­rą chce­sz się po­chy­lić, bo wi­dzi­sz w niej po­ten­cjal­ne ko­rzy­ści (naj­czę­ściej te sze­lesz­czą­ce), to z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa mogę ci po­wie­dzieć, że tego pro­jek­tu na stu­dia i tak nie po­rzu­ci­sz, a bę­dzie on cały czas w two­jej świa­do­mo­ści i nie bę­dzie­sz mógł się w peł­ni sku­pić ani na pra­cy nad tym, co może przy­nie­ść ci po­ten­cjal­ne zy­ski, ani nad pro­jek­tem na stu­dia. Kiedy zaj­mie­sz się pierw­szym, to dru­gie bę­dzie ci za­przą­tać gło­wę i na od­wrót.

Dlatego pro­po­nu­ję ci, abyś na­stęp­nym ra­zem pla­nu­jąc pra­cę, za­czy­nał za­wsze od czyn­no­ści naj­waż­niej­szy­ch z punk­tu wi­dze­nia ko­rzy­ści, ale tych re­al­ny­ch, a nie po­ten­cjal­ny­ch. Mała rze­cz, a po­tra­fi sku­tecz­nie uwol­nić cię z pu­łap­ki wie­lo­za­da­nio­wo­ści.

Przeczytaj także: